Opowieści o pilocie Pirxie (audiobook): recenzja

xpil - 2018/07/16 - Recenzje /Recenzje książek /RK 2018 /

Stanisław Lem i jego książki to jeden z moich życiowych filarów. Mam w domu całkiem pokaźną kolekcję lemowego dorobku i od czasu do czasu odświeżam sobie to czy tamto.

Niedawno coś mi strzeliło do łba i postanowiłem zaczerpnąć Pirxa uszami. Audioteka ma całą Lemotekę na wyciągnięcie palca, więc chwilę później już zanurzałem się w świecie kadeta Pirxa…

Opowiadań jest równo dziesięć, wydawane były one na przestrzeni dwunastu last (1959 – 1971), z czego dziesiąte („Ananke”) nie pojawiło się w pierwszym wydaniu książki, bo jeszcze nie było napisane.

Zacznę od tego, co w Pirxie mi się najbardziej nie podoba. Otóż nie podoba mi się to, że w czasach, kiedy chodziłem do podstawówki, w jednej z książek był fragment opowiadania „Polowanie”, który w założeniu miał rozbuchać w młodym człowieku miłość do rodzimej literatury sajensfikszyn, ale ponieważ Ministerstwo Oświaty wie o Lemie tyle, że był Lemem, wybrali fragment kompletnie oderwany od jakiegokolwiek kontekstu, dzięki czemu nikt, kto wcześniej nie czytał całego „Polowania”, nie jest w stanie kompletnie niczego z tego fragmentu zrozumieć, a co za tym idzie prawie na pewno zniechęci się nie tylko do Pirxa czy Lema, ale do SF w ogólności.

Pirx jest postacią o tyle nietypową, że – bardzo ludzką. Nie jest żadnym superbohaterem. Nie ma przygód na skalę Gwiezdnych Wojen czy Startreka. Jest, jak to gdzieś kiedyś przeczytałem, „kierowcą kosmicznego autobusu”, zwyczajnym człowiekiem, który opowiada o swoich przygodach za sterami coraz to większych i bardziej prestiżowych statków.

W kolejnych opowiadaniach Pirx dojrzewa, co widać nie tylko po tym, że awansuje z kadeta na komandora (będąc po drodze jeszcze pilotem i nawigatorem), ale po coraz poważniejszych i o śmierć zahaczających rozmyślaniach, które snuje sam ze sobą.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od „Testu”.

Pirx ma wykonać swój pierwszy samodzielny lot poza Ziemię. Prosty manewr: wystartować, spotkać na orbicie dwa inne pojazdy, w szyku trójkowym wykonać kilka manewrów i wrócić na Ziemię. Kaszka z mleczkiem.

Niestety, do rakiety jakimś cudem trafia mucha, która powoduje zwarcie na przewodach zasilających, przez co Pirx traci możliwość sterowania rakietą i zaczyna spadać na Księżyc. Nie może usunąć zwarcia, bo dźwignia dająca mu dostęp do skrzynki z okablowaniem okazuje się uszkodzona. Czy znajdzie jakieś wyjście z tej opresji? Pewnie tak, bo potem jest jeszcze dziewięć innych opowiadań 😉

„Patrol”, drugie z kolei opowiadanie w zbiorze, to rzecz o tajemniczo znikających pilotach patrolujących wycinek przestrzeni Układu Słonecznego. Urywa się z nimi kontakt radiowy i nigdy nie wracają do bazy. Pirxowi udaje się rozwiązać zagadkę, ponieważ sam znajduje się na takim patrolu i przytrafia mu się dokładnie to samo, co zaginionym kolegom: najpierw zauważa tajemnicze światełko sygnalizacyjne jakiegoś niezidentyfikowanego pojazdu, potem próbuje go ścigać (bezskutecznie), a potem… Nie powiem, w każdym razie zakończenie jest zaskakujące.

„Albatros” – tu Pirx jest zaledwie pasażerem na Tytanie, gigantycznym statku pasażerskim. Statek jest tak wielki, że ma swoje centra handlowe, baseny, pola golfowe, a nawet ślepą uliczkę z wałęsającymi się po niej kotami. W pewnym momencie Pirx zauważa, że Tytan nieznacznie zmienia kurs (chociaż nie powinien – statki pasażerskie poza startem i lądowaniem utrzymują stałe przyspieszenie 1g dla komfortu pasażerów). Udaje się do pomieszczeń załogi, gdzie dowiaduje się, że statek Albatros miał poważną awarię reaktora i  kilka najbliżej znajdujących się statków (w tym Tytan) próbuje do niego dotrzeć z pomocą. Niestety, Albatros ulega zniszczeniu, a cała załoga ginie, wysyłając przedtem w przestrzeń dramatyczne wiadomości. Rykoszetem dostaje się też Porywowi, który był najbliżej Albatrosa w chwili eksplozji reaktora. Opowiadanie tragiczne i trzymające w napięciu. Nadałoby się całkiem nieźle na słuchowisko radiowe…

„Terminus” – Pirx zostaje dowódcą swojego pierwszego statku, czyli „Błękitnej Gwiazdy”, która ma długą i burzliwą historię. Przeglądając stare dokumenty dowiaduje się, że jego „Gwiazda” nazywała się kiedyś „Koriolan”, słynny statek, który pechowo trafił w rój meteorytów gdzieś w okolicach marsjańskiej orbity. Uległ uszkodzeniom, których nie udało się naprawić. Członkowie załogi jednak przeżyli, oddzieleni od siebie grodziami – póki starczyło im tlenu, mogli porozumiewać się ze sobą wyłącznie alfabetem Morse’a, stukając w biegnące przez cały statek rury. Stukanie w jakiś sposób „nagrało się” w zwojach mózgowych jednego z automatów remontowo-naprawczych (tytułowego Terminusa), a Pirx to odkrywa i słucha – po wielu latach od śmierci całej załogi Koriolana – rozmów, jakie między sobą prowadzili. Nie wiem dlaczego, ale to opowiadanie zawsze było na samym dole mojego prywatnego rankingu. Coś mi w nim nie leży.

„Odruch warunkowy” – tu mamy pewną analogię do „Patrolu”, a więc tajemnicze, niewyjaśnione śmierci załogi stacji badawczej na drugiej stronie Księżyca, które Pirx – całkiem przez przypadek – rozpracowuje, ponieważ sam znajduje się w identycznej jak tamci sytuacji. I tutaj także przyczyną okazuje się awaria sprzętu oraz ludzka skłonność do błędnego interpretowania wydarzeń, bo wydaje im się, że widzą coś innego, niż naprawdę widzą. Opowiadanie składa się z trzech części – w pierwszej Pirx bierze udział w bardzo ciekawym teście na wytrzymałość w warunkach skrajnego odcięcia od jakichkolwiek zewnętrznych bodźców. W drugiej – leci na Księżyc (znów jako pasażer, co jest przyczynkiem do kilku całkiem zabawnych sytuacji), a w trzeciej – ostatniej – spędza sporo czasu na Księżycu, żeby w końcu wyjaśnić co stało się z poprzednią załogą. Dodatkowy plus za szczegółowe i niezwykle plastyczne opisy księżycowych krajobrazów.

„Polowanie” – to jedno z dwóch moich ulubionych opowiadań o Pirxie, pomimo tego, co o nim napisałem na samym początku. Jest mocno „techno” (przypominam, to było pisane w latach sześćdziesiątych zeszłego stulecia!), a chodzi w nim o to, że partia sześciu automatów przeznaczonych do prac górniczych zostaje zniszczona wskutek wypadku – to znaczy tak, pięć Setaurów ulega faktycznie zniszczeniu, ale szósty „przeżywa” i z uszkodzonym lekko mózgiem zaczyna wariować, strzelać do ludzi i ich pojazdów; trzeba go znaleźć i unieszkodliwić. Pirx akurat znajduje się pod ręką, więc – ponieważ jest najstarszy stażem i stanowiskiem – zostaje dowódcą grupy poszukującej ocalałego Setaura. Bardzo fajnie opisane polowanie na „zbuntowaną” maszynę, ze szczegółowo zachowanymi elementami księżycowej fizyki i geografii (oświetlenie, grawitacja, formacje geologiczne i mnóstwo innych inności). Końcówka… zaskakująca, jak zwykle.

„Wypadek” – tu mamy obcą, niezamieszkałą planetę, na której trójka bohaterow (w tym Pirx) musi wykonać mnóstwo żmudnych pomiarów naukowych, mając do dyspozycji Aniela, humanoidalnego robota, który ostatniego dnia misji – nie wraca do bazy. Bohaterowie udają się na poszukiwania i odkrywają, że Aniel postanowił zdobyć jeden z lokalnych górskich szczytów, ponieważ uznał, że ma wystarczająco dużo czasu, a szczyt wprost zapraszał do wspinaczki. Pirx wraz z kolegą podążają radioaktywnym śladem robota, pokonując tę samą trasę wspinaczkową. Opowiadanie jest w moim rankingu dość wysoko – ciekawie mówi o relacjach i napięciach, jakie powstają w niewielkiej grupie ludzi skazanych na swoją obecność przez dłuższy czas; jest też na swój sposób relaksujące.

„Opowiadanie Pirxa” – tu mamy pierwsze (i ostatnie, nie licząc „Fiaska”) zetknięcie Pirxa z wytworem Obcych. Opowiadanie jest utrzymane w tonie tragikomicznym. Pirx leci statkiem holującym za rufą miliony ton kosmicznego złomu, załoga mu się pochorowała (świnka) i schlała (radiotelegrafista jest mistrzem przemycania alkoholu na swój dyżur), statek jest w kiepskim stanie technicznym. W takich to okolicznościach przyrody Pirx zauważa pędzący przez przestrzeń tajemniczy obiekt, który przelatuje obok w odległości raptem kilkudziesięciu kilometrów (co w kosmicznych realiach jest odległością „na grubość lakieru”) i rejestruje jego obecność specjalnym urządzeniem, które jednakowoż okazuje się potem być uszkodzone i jedyne miejsce, gdzie „nagrał się” obraz tajemniczego obiektu, to pamięć Pirxa.

„Rozprawa” to dwutorowo prowadzona opowieść o tym, jak ludzka niedoskonałość i „bylejakość” ratuje pojazd kosmiczny i jego załogę od niechybnej śmierci. Pirx bierze udział w eksperymentalnym locie badawczym na orbicie Saturna. Eksperyment polega na tym, że część jego załogi to roboty, nieodróżnialne od ludzi. Pirx ma po zakończeniu misji wystawić profesjonalną opinię na temat każdego członka załogi. Jeden z robotów przygotowuje skomplikowaną intrygę, której celem jest wykazanie bezwzględnej wyższości jego „gatunku” nad ludźmi. Intryga prawie się udaje – ostatecznie jednak Pirx ratuje sytuację, ponieważ nie wie jak się zachować. To chyba ulubione moje opowiadanie o Pirxie, również dzięki temu, że część narracji prowadzona jest z sali sądowej, gdzie długo po opisywanych wydarzeniach przesłuchiwany jest jeden ze świadków (niejaki Quinn), a część – z punktu widzenia Pirxa, podczas wyprawy. Są rozważania o sensie, o wierze, o szeroko pojętym człowieczeństwie. Bardzo mocne.

„Ananke”, opowiadanie zamykające książkę, zaczyna się od katastrofy statku kosmicznego lądującego na Marsie, aby potem stać się studium nerwicy natręctw jednego z profesorów biorących udział w programowaniu najnowszej generacji komputerów pokladowych, któremu udaje się – nieświadomie – „zaprogramować” ową nerwicę w tychże komputerach, przez co dławią sie one informacyjnie w sytuacjach wcale nie kryzysowych, doprowadzając do katastrofy. Opowiadanie zahacza o tematy eschatologiczne, o zmagania człowieka z nieuchronnością upływu czasu oraz z własną śmiertelnością i próbami nadania własnemu życiu jakiegoś sensu. Jedno z moich ulubionych opowiadań w tej książce.

Podsumowując – „Pirx” to seria umieszczona w kosmosie, jednak skupiająca się na ludzkich niedoskonałościach i słabościach, które czasem wychodzą nam na dobre, a czasem – wręcz przeciwnie.

No i koniecznie należy wspomnieć o „Fiasku”, powieści napisanej dużo później, w której Pirx również się pojawia (w pierwszej części otwarcie i jawnie, w drugiej tylko domyślnie). Ale „Fiasko” być może zrecenzuję już osobno.

Aha, jeszcze coś: lektor! W wersji Audioteki lektorem jest Maciej Kowalik, którego muszę pochwalić za… wszystko, w zasadzie. Pan Maciej brzmi młodo (prawdopodobnie dlatego, że urodził się 10 lat później ode mnie), a do tego często się uśmiecha, co doskonale słychać podczas konsumpcji książki. Bardzo, bardzo polecam tego lektora.

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
CichyOpowiemci Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Opowiemci
Gość

Zostałam skutecznie zniechęcona do Lema w szkole, na tyle poważnie zainfekowana, że do tej pory nie sięgnęłam już absolutnie po nic tego autora. Wiem, że wielki błąd, mam już w planach powrót do jego twórczości 🙂

Cichy
Gość

Oj, też pamiętam ten fragment „Polowania” w podręczniku – faktycznie był chamsko wyrwany z kontekstu i tylko zniechęcał do Lema. Na szczęście w moim przypadku też nieskutecznie:-).

%d bloggers like this: