Mróz: Zaginięcie (nie recenzja!)

Przeczytałem już połowę książki - i nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam drugą.

Już wiem, dlaczego książki Mroza mi się tak podobają!

Przyczyn jest oczywiście kilka: świetny warsztat, dogłębna wiedza (zawsze mi imponuje, kiedy autor pisze o czymś, o czym ma pojęcie większe niż ja po lekturze artykułu na Wiki), dynamiczne prowadzenie "kamery"... Ale na mnie osobiście najbardziej działa nieustający sarkazm głównych bohaterów. Ja sam zwykłem mawiać o sobie, że sarkazm to mój drugi język (chociaż niektórzy twierdzą, że pierwszy, a polskiego i angielskiego, i kiedyś jeszcze rosyjskiego, nauczyłem się dużo później) - ale u Mroza jest on nieodłącznym elementem fabuły. Zarówno Chyłka jak i Zordon są postaciami "rasowych" prawników, których głównym bodźcem do życia jest wygranie sprawy, czyli udowodnienie niewinności klienta - i to niezależnie od stanu faktycznego oraz ich własnych przekonań. Obydwoje walą prosto z mostu, a są jednocześnie tak sarkastyczni, że niektórzy inni bohaterowie biorą ich chwilami za idiotów (skąd ja to znam...).

W sumie jak się tak dobrze zastanowić to bohaterowie opisywanego przeze mnie niedawno "Chóru zapomnianych głosów" też są sarkastyczni. I chociaż tam zamiast sądowych sal i pościgów za oprychami mamy loty kosmiczne, obce cywilizacje i podróże w czasie, to ten wspólny mianownik pozostaje.

Mi w to graj!

A teraz proszę mi nie przeszkadzać, czytam...


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: