Wydana w 2023 roku Titanium Noir jest powieścią kryminalną z odrobiną SciFi. Po raz kolejny potwierdza się stara prawda, że najlepsze opowiadania fantastyczne to takie, gdzie autor wprowadza zaledwie jeden niemożliwy element, a następnie próbuje wyobrazić sobie, jak wtedy wyglądałby nasz świat.
W tym przypadku takim elementem jest kuracja T7. Poddany takiej operacji człowiek przechodzi najpierw całkowite odmłodzenie wszystkich komórek ciała - praktycznie wraca do stanu noworodka, ale bez zmniejszania objętości ciała, ani uszkodzenia mózgu (zdarzają się jednak częściowe amnezje). A potem - przez kilka bolesnych i cholernie nudnych miesięcy - wraca do dorosłości, przy okazji powiększając swoje rozmiary o jakieś 20-30%. Tytani są po takiej kuracji więksi od przeciętnego człowieka - i wzrost ten powtarza się każdorazowo po zaaplikowaniu T7, co trzeba robić raz na kilkadziesiąt lat. Najstarszy żyjący obecnie Tytan to Stefan, wynalazca i właściciel technologii T7, olbrzym po czterech cyklach.
Tytani są bardzo zamożni, ponieważ kuracja T7 kosztuje jakieś kosmiczne pieniądze. Na całym świecie jest ich nie więcej niż kilka tysięcy.
Są rasą uprzywilejowaną.

Cal Sounder jest policjantem konsultantem policyjnym. A więc nie nosi odznaki, nie ma przydziałowej broni i tak dalej - ale ma pełne uprawnienia do prowadzenia spraw w imieniu policji. Specjalizuje się w sprawach Tytanów. Nieoficjalnie jest "poduszką" ewentualnie "buforem", bo Tytani nie lubią rozgłosu, a Cal potrafi większość spraw pozamykać zanim dorwą się do nich tabloidy.
Tym razem sprawa jest grubsza. Roddy Tebbit, a właściwie jego ciało, zostaje znalezione w jego własnym mieszkaniu, z przestrzeloną głową. Morderstwo doskonałe: żadnych śladów, żadnych poszlak, nic. Sounder ma za zadanie rozwiązać zagadkę zabójstwa Roddy'ego, czym prędzej tym lepiej.
Powieść Harkawaya ma mnóstwo mocnych stron.
Po pierwsze, bogactwo świata. Postaci w tle nie pojawiają się tylko po to, żeby wypełnić potrzebną przestrzeń, ale każda dodaje głębi i autentyczności. Jedno, dwa zdania często wystarczą żeby ze szpitalnej pielęgniarki czy sprzedawcy zrobić kogoś więcej. I nie ma żadnego znaczenia, że to delikwent na jedną scenę - chodzi o to, żeby czytelnik poczuł, że to prawdziwy człowiek z krwi i kości, a nie tylko odfajkowany zapychacz.
Po drugie, Harkaway nie zakłada automatycznie, że jego czytelnicy są idiotami. Rzućmy na przykład okiem na pierwszą scenę w książce:

Parę słów i już jest ciekawie. Nie trzeba wszystkiego tłumaczyć jak krowie na rowie, nich czytelnik wypełni luki po swojemu. Prosta wymiana równoważników zdań od razu wrzuca nas w środek skomplikowanego układu między Calem i jego szefem.
Po trzecie: wewnętrzny monolog głównego bohatera, który płynie nieprzerwanie nawet w najbardziej przerażających i niekomfortowych sytuacjach. W książce jest kilka scen walk wręcz (Cal bardzo dobrze się bije), czasem zdarza się, że jego wzrok padnie w czasie naparzanki na jakiś element wystroju, czy mebel i nagle dowiadujemy się czegoś nieoczekiwanego:
I let his next punch throw me across the room. I lose track for a moment in mid-air, fight to stay conscious, then come back to a big-style tumble with lots of furniture. A table smashes under me, thank god not made of glass, just old dry wood, local work. I could die here. Hell, maybe I already have and I’m just catching up.
Czyli tak: dostał z pięści z taką siłą, że przeleciał na drugi koniec pokoju, przy okazji rozwalając stół. I nagle dowiadujemy się ni z gruszki, ni z pietruszki, że był to mebel z suchego drewna, wykonany przez jakiegoś lokalnego stolarza.
Po czwarte: humor. Cal jest mistrzem ciętej riposty, potrafi wbić szpilę humoru zasadniczo wszędzie, rozbrajając (lub przynajmniej mitygujac) większość niebezpiecznych sytuacji. W pewnym momencie Cal trafia do auta bandziorów, którzy przykładają mu lufę do boku - a ten zamiast się wystraszyć, natychmiast zaczyna się o tę lufę czochrać, bo strasznie go swędzi rana postrzałowa sprzed kilku scen.
Po piąte: tajemnica. Harkaway nie mówi nam od razu, która postać jest dobra, a która zła. Na dobrą sprawę nie ma tu stricte "dobrych" ani "złych" postaci, każdy jest na jakimś spektrum. Tożsamość głównego złodupca też nie jest oczywista aż do ostatniego rozdziału.
Reasumując: jeżeli potrafisz sobie wyobrazić kombinację Chandlera z Christie, doprawioną odrobiną fantastyki oraz polaną ciemnym sosem noir, książkę wciągniesz na jednym wdechu.
Moja osobista ocena: mocne 10/10.
Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]
Jeżeli zrobisz literówkę lub zmienisz zdanie, możesz edytować komentarz po jego zatwierdzeniu.