Cztery dni grozy

Począwszy od dziś aż do jutra wieczór trwać będzie strajk lokalnych tramwajarzy. Powtórka za tydzień, również czwartek-piątek.

Dla niezorientowanych: dubliński LUAS przewozi każdego dnia mniej więcej półtora pierdyliarda pasażerów (dane z zeszłego roku). Brak komunikacji tramwajowej oznacza chaos na drogach, bo przecież ludzie dojechać muszą. W efekcie drogi są zakorkowane po szyję, a złapanie taksówki w godzinach porannego lub popołudniowego szczytu jest mniej prawdopodobne niż to, że ktoś podejdzie do mnie na ulicy, zakrzyknie „alleluja! będzie czosnek!”, a następnie przekaże mi trójwymiarowy model PKiN-u wykonany z galaretki pomarańczowej.

W związku z powyższym wyjechaliśmy dziś rano do pracy o pół godziny wcześniej, niż zwykle, co okazało się bardzo rozsądną decyzją. Dojazd do centrum miasta… pardon, Dublina, okazał się fraszką, ale w samym centrum już dało się odczuć lekkie napięcie. Podejrzanie długie kolejki na zwykle pustych skrzyżowaniach, Lána Bus-y pozapychane taksówkami,

Lána Bus, jeżeli ktoś jeszcze nie wie, to nazwa / oznaczenie pasa ruchu wyłącznie dla autobusów, taksówek i (tu i ówdzie) motocykli. Bardzo wygodne rozwiązanie, umożliwia taksówom w miarę sprawne poruszanie się po zakorkowanym mieście… pardon, Dublinie. Jest jeszcze egzotyczny Lána Tram, dla wagoników Luasa, o którym jednak dziś nie napiszę. Nawet o nim nie wspomnę.

… taksówkami oraz ogólne wrażenie nerwowości. Jednak dotarliśmy do hut i do fabryk na czas. Powrót po południu będzie o wiele bardziej interesujący, nawet jeżeli uda na się zejść ze zmywaków o te pół godziny wcześniej. Wyżej dupy nie podskoczysz, korek to korek.

Jutro to samo, i za tydzień jeszcze raz. Wszystko po to, żeby powalczyć o podwyżki dla motorniczych Luasa.

Nie wykluczam, że jakieś bardziej konkretne informacje o strajku pojawią się niedługo na stronie zaprzyjaźnionego blogera. Albo się nie pojawią…

Tak czy siak, jeżeli ktoś chce dziś podróżować po Dublinie, pora jest raczej nie w porę. Polecam zmianę planów.

Sprawdź też

Aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa

O łapaniu pociągów.

Penis nad siurem, czyli podsumowanie urlopu

Ostatni z serii wpisów o naszej niedawnej wycieczce do Waterford.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: