Mam trzy latka…

Wczoraj syn znajomych skończył trzy lata. Wiek to, jak na trzylatka, dość poważny, a więc trzeba to było odpowiednio uczcić. Od wczesnego popołudnia, przez bite trzy godziny (z hakiem!) imprezowaliśmy więc z bandą innych dzieciaków (rozpiętośc wieku: 2-7) oraz ich rodziców.

Było wesoło.

Najpierw odbyło się szukanie skarbu według mapy. Byłem z kolegą w ariergardzie, tzn. gnaliśmy galopem przed resztą bandy „poszukiwaczy” i rozmieszczaliśmy wskazówki dotarcia do skarbu, po czym uciekaliśmy co sił w nogach z pola widzenia żeby nas dzieci nie przyuważyły. Dzięki temu dzieci sądziły, że te wskazówki był tam od zawsze. Przecież to normalne, że na drzewie od setek lat siedzi wielka, kolorowa, dmuchana papuga, albo że gdzieś przy ścieżce można znaleźć pozostawiony tam wieki temu list w butelce (i nikt go dotychczas nie zauważył…)

Odnalazłszy skarb i napakowawszy kieszenie czekoladowymi pieniążkami udaliśmy się wszyscy na z góry upatrzone pozycje, czyli do domu solenizanta. A tam tańce, hulanki, swawola. Było rzucanie papierkami do kosza, było wyciąganie zębami jabłka z miski pełnej wody (na czas!), było „sto lat” i „happy birthday” (ekipa była wielojęzyczna, z co najmniej czterech krajów świata), było rozpakowywanie prezentów. Dzieciaki przez większość czasu uskuteczniały symulację ruchów Browna, był nawet szampan w wersji dla nieletnich (a więc z podwyższoną ilością bąbelków, za to bez procentów). Moja córa, pijąc tego szmpana, stwierdziła, że smakuje on jak mydło. Nie potrafiła natomiast tak do końca wyjaśnić skąd wie jak smakuje mydło 😉

Bardzo sympatyczna imprezka.

A wieczorkiem odwiedzili nas dawno nie widziani znajomi i siedzieliśmy do północka obgadując wszystko jak leci.

Udany dzień.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz