Grrrrummmmm, grum…

Dog grooming” to termin stosunkowo dla mnie nowy. W języku normalnych ludzi oznacza takie jakby stylizowanie psów. Groomer umie psa ostrzyc, wyczesać mu jakąś fikuśną fryzurę i tak dalej.

Pojęcie się oczywiście spolszczyło i teraz każdy mówi „grumer” albo (częściej) „grumerka”, bo podobnie jak w świecie ludzie, tu też częściej można spotkać kobitkę niż faceta.

Żeby skorzystać z usług takiej grumerki, wymagane są następujące pre-requisites:

  • Pies (najlepiej nieustylizowany, a więc: rozczochrany, skołtuniony i zarośnięty)
  • Grumerka z wolnym terminem

Ponieważ psa posiadamy od mniej więcej kwietnia (przy czym w ramach politycznej poprawności zaznaczę, że relacja „posiadamy” jest tu dwustronna), stwierdziliśmy, że czas się z nim wybrać na mały gruming.

Pies jest nie za duży. Nie żadne tam ciułała, swoje waży, ale bez przesady. Gdyby się przespacerować wzwyż jego drzewa genealogicznego, napotkałoby się mnóstwo Yorków oraz podobne mnóstwo Maltańczyków. Wielkościowo taki raczej burek, z mordy Maltańczyk, z koloru – zdecydowanie York, a z charakteru to już ciężko powiedzieć. Trochę się może kojarzyć z cierpiącym na ADHD trzyiopółlatkiem, który przedawkował kofeinę. Znaczy się, fajny jest, ale jak się już rozbryka, to mam wrażenie, że opanował efekt tunelowy w skali makro, za co pewnie należałby mu się jakiś Nobel, ale to może już kiedy indziej.

No więc zaprowadziłem go do grumerki (5 minut pieszo od domu) na umówioną wcześniej wizytę. Grumerka na to tylko podpytała jak strzyc, po czym powiedziała, że mam sobie iść, a ona do mnie zadzwoni jak już będzie po wszystkim. Czyli pewnie za godzinkę albo i półtora, zależy jak jej będzie szło.

Pięć minut później, kiedy właśnie wyciągałem z kieszeni klucz od domu, rozdzwonił się telefon.

Patrzę na ekran – grumerka.

Myślę sobie, bije rekord w strzyżeniu kundla na czas czy ki czort?

A tymczasem…

„Wie pan co, ale on strasznie warczy i próbuje mnie ugryźć, może pan tu jeszcze na chwilę podejść?”

Mogłem. Pięć minut później witałem się z psem, który na mój widok zareagował tak, jakbym właśnie wrócił z dziewięcioletniej wyprawy z Proximy Centaura.

Pani udało się pieska wykąpać, natomiast nie udało jej się pieska przekonać, że suszarka jest zasadniczo niegroźna.

Pies, zazwyczaj łagodny jak baranek, na widok włączonej suszarki dostał kompletnego amoku. „Chcesz mi tym dmuchać w plecy? Zwariowałaś? Weźże to babo ode mnie zaraz!”

No i zipa dumna, tym razem skończyło się na kąpieli. Okazuje się, że większość psów kiepsko przechodzi pierwsze grumowanie; zazwyczaj potrzeba 2-3 wizyt, żeby psa przekonać, że wszystkie te straszne urządzenia są tak naprawdę całkiem fajne.

Następna wizyta za parę dni.

Jak będzie?

Pożyjemy – zobaczymy…

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Kasia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kasia
Gość
Kasia

Nasz piesek owczarek niemiecki z ADHD woda straszna, suszarka jeszcze gorzej, szczotka to przedmiot ostatecznej zaglady rasy psiej!!! A u pani grumerki stal jak ciele i dawal sobie zagladac doslownie wszedzie 🙂 Juz go z nami nie ma niestety (: ale od wczoraj mamy kolejnego pieska wiec powrot do grumingowania 🙂

%d bloggers like this: