Theo of Golden. Recenzja książki.

https://xpil.eu/pLXnj

Mamy w pracy klub książki, który jednak od kilku miesięcy leżał odłogiem. Ktoś niedawno zdecydował, że może warto by go jednak zreanimować i na początku sierpnia znów spotkaliśmy się wszyscy w dużej konferencyjnej. Jak to w klubach książki bywa, głównym celem spotkań jest omówienie ostatnio czytanej książki oraz głosowanie na kolejną. Ponieważ poprzedniej nie było, zamiast tego pogadaliśmy chwilę o tym, jak by tu przeorganizować cały ten proces, ale ponieważ nie doszliśmy do żadnych rewolucyjnych odkryć, skończyło się na głosowaniu na książkę, którą będziemy wszyscy czytać w sierpniu. Wybór był całkiem spory (chyba z piętnaście tytułów), ale na pierwszy (ani nawet trzeci) rzut oka żadna z książek w puli jakoś za bardzo mnie nie interesowała.

Całkiem jak z wyborami w demokracji: zamiast skupiać się na rzeczach ważnych dla ludzi, głosujemy głównie na kolor krawata osoby odpowiedzialnej za utrzymywanie szamba na takim poziomie, żeby się ludzie nie potopili - ale też żeby nie mieli za dużo do powiedzenia, bo jeszcze nie daj boziu ktoś wpadłby na jakiś pomysł.

Tak czy siak, po pierwszej turze głosowania pozostały trzy tytuły, trzeba było w ramach tie-breaku zrobić drugą turę, w której wygrał tytułowy Theo.

Książkę łyknąłem w tydzień.

Jest... dziwnie. To nie jest SF, więc całkiem nie moja para kaloszy. Fikcja, owszem, ale zamiast robotów, laserów czy czarnych dziur mamy pana po osiemdziesiątce, który pewnego dnia przybywa do miasteczka Golden, wynajmuje sobie pokój na trzecim piętrze niedaleko centrum, a następnie realizuje swój Plan.

Plan jest następujący: lokalny artysta narysował kiedyś ołówkiem portrety kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu lokalnych mieszkańców, a następnie dogadał się z właścicielem kafejki w centrum i teraz te portrety wiszą sobie na jednej ze ścian tej kafejki. Nie wszystkie na raz, bo by się nie zmieściły - ale jak ktoś tylko kupi jeden z nich, dziura natychmiast zapełnia się kolejnym portretem z zaplecza. Tylko że kupujących jest bardzo mało, praktycznie zero. Tymczasem Theo, okazuje się, poza całkiem niezłą jak na osiemdziesięciosześcioletniego staruszka kondycją fizyczną, ma też całkiem gruby portfel i postanawia wykupić te wszystkie portrety (po jednym na raz, żeby nie było efektu szoku), a następnie... sprezentować je osobom sportretowanym. Zatrudnia w tym celu panią, która pomaga mu ustalić adres każdej z osób (na odwrocie każdego portretu jest imię i nazwisko), po czym wysyła eleganckie, ręcznie pisane zaproszenie na spotkanie o godzinie takiej a takiej dnia tego a tego, przy fontannie w centrum. Po czym podczas takiego spotkania rozmawia chwilę z każdą z tych osób, a potem daje jej ten portret - i tak w koło Macieju.

Brzmi nudno?

No więc tak: po pierwsze, każda z tych osób, którym Theo przekazuje portret, ma jakąś historię, której fragmenty Theo skrzętnie zapamiętuje. Historie te składają się w całkiem interesującą (i nieoczywistą) mozaikę. Po drugie, Theo nawiązuje bliski kontakt z właścicielem pobliskiej księgarni, rodzi się z tego przyjaźń. Okazuje się, panowie mają wspólną przeszłość. Po trzecie, Theo jest osobą bardzo, ale to bardzo skrytą. Nie pozwala nikomu wydrzeć choćby najmniejszego strzępka informacji na swój temat. Nikt nie wie ani jak Theo się nazywa, ani konkretnie skąd pochodzi, ani jak się dorobił. Wszystko, co o nim wiemy, to że jest to gość z kasą, klasą, ogromną wiedzą ogólną, ma dobre podejście do ludzi i nie daje sobie dmuchać w kaszę.

Nie będę opowiadał szczegółowo, jak się fabuła rozwija, ani jak się powieść kończy. Jak na debiut pisarski muszę przyznać, że Allen Levi zrobił kawał dobrej roboty, bo po przeczytaniu ostatniego akapitu byłem solidnie zachwycony zakończeniem, ale też ogólnym klimatem oraz różnymi całkiem nieoczekiwanymi połączeniami między bohaterami. A także niezwykłym realizmem niektórych opisywanych tam wydarzeń - do tego stopnia, że raz czy drugi sięgnąłem do wyszukiwarki, żeby coś zweryfikować (zawsze okazywało się jednak, że to tylko fantazja pisarza).

Osobiście książkę oceniam na 9.5 punktów na 10, polecam śmiało.

https://xpil.eu/pLXnj

Dodaj komentarz

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]

Jeżeli zrobisz literówkę lub zmienisz zdanie, możesz edytować komentarz po jego zatwierdzeniu.