Wszystko mija, czyli επτaφυm dla Patelni

O urokach posiadania telefonów z niższej półki.

Wbrew temu, co można by sądzić na podstawie tytułu dzisiejszego wpisu, nie będzie rozważań o tym Wielkim Przemijaniu. Ten temat pojawia się tu dość rzadko (na przykład tutaj: !klik! albo tutaj: !klik!).

Nie będzie też o tym Dużym Umieraniu. Takie wpisy zdarzają się tu całkiem sporadycznie (na przykład tutaj: !klik! lub tutaj: !klik!).

Wreszcie nie będzie dziś również o gotowaniu, ale tego akurat stali Czytelnicy bloga już się zapewne domyślili. Moje zdolności kulinarne są naprawdę zdumiewające. Często przytaczane w takich okolicznościach przypalanie wody na herbatę to zaledwie wierzchołek góry lodowej mego geniuszu kuchennego, który potrafi objawiać się na tyle różnych sposobów, że niejednokrotnie można o tym potem czytać następnego dnia w porannej prasie, w dziale „katastrofy”.

Patelnia to rzecz jasna mój ulubiony smark-fon (Note 4 ze stajni Szajsunga), który służył mi dzielnie przez ostatnich kilkanaście miesięcy (!klik!).

Poprzednie trzy słuchawki straciłem w okolicznościach dość dramatycznych.

Jedną mi w dość widowiskowy sposób ukradziono „na mieście” (cudzysłów zamierzony, głównie ze względu na wiejski styl zabudowy Dublina) i to dość bezczelnie: trzech kolesi na rowerach, pierwszy dojeżdża do człowieka z tyłu i wyrywa wypracowanym ruchem telefon z ręki (w czasie rozmowy!), a drugi i trzeci ubezpieczają tyły w razie gdybym próbował ich ścigać. Trauma na tydzień.

Dwa kolejne telefony zużyłem w krótkim odstępie czasu do weryfikowania obecności grawitacji (najpierw kamień, potem krawężnik). Okazuje się, że nie wyłączają draństwa nawet w weekendy, chociaż kilku moich znajomych, nasączywszy się odpowiednio dużą ilością cedwahapięćoha, polemizowałoby.

Patelnia natomiast dzielnie przetrwała najgorsze próby czasu i przestrzeni, w tym również wykonanie szybkiej analizy trajektorii balistycznej (!klik!) oraz próbę przyodziania w pancerz przeciwatomowy (!klik!). Po drodze dokupiłem Patelni zapasową bateryjkę celem wyeliminowania niespodzianek z zasilaniem (!klik!) oraz pozbawiłem karty pamięci, która działała za wolno (i faktycznie po jej wyjęciu telefon przyspieszył znacznie).

Od niedawna jednak mój Note 4 zaczął zachowywać się niestosownie. Od czasu do czasu restartował się bez żadnej wyraźnej przyczyny, a także – co gorsza – bez żadnego widocznego schematu.

Potem doszły dziwne komunikaty pojawiające się na ekranie podczas restartu, świadczące o tym, że są problemy z odczytem danych z pamięci wewnętrznej. Telefon zaczął się restartować w trakcie poprzedniego restartu, czasem trzeba było czekać dobre pięć minut zanim się w końcu zdecydował wstać.

No a dwa dni temu odmówił posłuszeństwa całkowicie.

W związku z tym Patelnia spoczywa teraz w Lepszym Miejscu (szafka nocna, górna szuflada), a ja tymczasowo używam zapasówki, która kurzyła się do niedawna na strychu.

Zapasówką jest Vodafone 975, Porsche wśród telefonów, z dwoma gigabajtami pojemności na dane (z czego po zainstalowaniu systemu i WhatsAppa zostało może ze 400MB luzu), z jakimś prehistorycznym Androidem oraz procesorem, przy którym Intel 8008 z 1972 roku wydaje się być demonem prędkości i wielozadaniowości. Nie bez znaczenia pozostaje również gigantyczny ekran o przekątnej czterech cali oraz rozdzielczości 480×800, dzięki czemu pojedyncze piksele są całkowicie niewidzialne gołym okiem, o ile tylko trzyma się owo oko szczelnie zamknięte.

Użyłem słowa „tymczasowo”, ponieważ ostrzę już sobie zęby (i portfel…) na Note 8, który ma się pojawić w sprzedaży gdzieś pod koniec roku.

Do tego czasu uzbrajam się w wielki worek pokory. Nie mam Audioteki, nie mam Spotify, telefonu używał będę wyłącznie do wykonywania połączeń, komunikacji po WhatsApp-ie oraz jako nawigacji satelitarnej. Tak, Google Maps działają! Co prawda wyszukanie miejsca docelowego oraz uruchomienie nawigacji do punktu odległego o mniej niż 20 kilometrów mija się z jakimkolwiek celem, ponieważ człowiek zdąży dojechać na miejsce zanim cokolwiek się pojawi na ekranie, ale nie przejmujmy się takimi drobiazgami.

A wisienką na torcie jest bateria, która trzyma przez tydzień! No chyba, że odłączymy smartfona od ładowarki, to wtedy krócej (ile? Nie mam pojęcia, boję się zaryzykować…)

A obiecane epitafium gdzie?

No dobra, już włanczam generator rymów…

Epitafium Ku Patelni
Epitafium Telni Kupa
Miałem ci ja Szajsung-fona
Teraz tylko złomu kupa

Ale nic to, już niedługo
Nowy złom nabędę łacnie
Lepszy, szybszy, droższy, cieńszy
Będzie dobrze oraz zacnie.

Wspominałem już, że słabo gotuję? No więc jedyną rzeczą, która wychodzi mi gorzej od gotowania jest składanie rymów 😉

O.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Wszystko mija, czyli επτaφυm dla Patelni"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Przemek
Gość

Jeszcze wcześniej mają wrócić z Note 7!

bobiko
Gość

a chciałem napisać czemu nie kupisz note 7…. oh wait ;-)))

no niestety – ne mozesz dorwać zastępczej lepszej patelni ?

Patryk
Gość

A próbowałeś system na nowo postawić. Mi pomogło.

wpDiscuz