Paolo Bacigalupi napisał "The Windup Girl" w 2009 roku, czyli względnie niedawno. Gatunek: SciFi. Podgatunek: Biopunk SciFi.
Przy okazji tworzenia tego wpisu dowiedziałem się, że w ogóle istnieje taka gałąź fantastyki jak biopunk.
Motyw: świat ma przechlapane. Globalne ocieplenie w połączeniu z paroma dużymi plagami zredukowały nasze opcje znacząco. Ameryki praktycznie nie ma, Europa i Indie umierają z głodu. Była przez chwilę szansa na walkę z zarazą, ale jacyś aktywiści wysadzili w powietrze fiński bank nasion.
Chiny jeszcze jakoś się trzymają. Japonia, powiedzmy, też. No i Tajlandia. Jakimś zbiegiem korzystnych (dla Tajlandii) okoliczności ichni jajogłowi wykombinowali, jak prześcignąć zarazę (w sensie genetycznym) i jak postawić odpowiednio wysokie (i szczelne) mury, żeby ich nie pozalewało.
Akcja powieści dzieje się w całości w Tajlandii.
Tutaj mam pierwszy zgrzyt - karmiony od dzieciństwa prozą Lema, Strugackich, Dicka czy Heinleina, jestem kompletnie niekompatybilny z historiami głęboko osadzonymi w kulturze wschodnioazjatyckiej. A tutaj, okazuje się, trzeba nie tylko oswoić się z bardzo nietypowymi imionami bohaterów (jedynymi w miarę "normalnymi" imionami, jakie kojarzę, to Anderson i Dog Fucker), ale też z obyczajami, religiami i tak dalej.
Kamera jest prowadzona z kilku ujęć - narracji. Mamy wspomnianego już Andersona, który próbuje kręcić w Tajlandii interesy. W postapokaliptycznym świecie jest absolutny zakaz używania paliw kopalnych, energię więc ludzie magazynują w sprężynach - Anderson jest inwestorem w fabryce produkującej wysokowydajne sprężyny różnych wielkości.
Mamy Hock Senga, starego Chińczyka, chwilowo robiącego Andersonowi za sekretarkę. Chińczycy są tam niemile widziani, najchętniej zamknęłoby się ich w gettach albo wystrzelało - ale Hock Seng jest osobnikiem wybitnie inteligentnym i bardzo doświadczonym, radzi sobie więc całkiem nieźle.
Jest też Emiko, czyli tytułowa nakręcana dziewczyna. Wbrew pierwszemu skojarzeniu nie chodzi o robota. "Windups" to klasa zmodyfikowanych genetycznie podludzi produkowanych swego czasu w Japonii. Dzielą się oni na dwie podgrupy: chłopy do bitki (super-żołnierze), baby do łóżka. Nazwa pochodzi zaś stąd, że aby odróżnić windups od reszty ludzi, mają oni zakodowane w swoim sposobie poruszania się "robotyczne" ruchy. Coś jakby robo-dance, ale 7/24/365.
Jest też kilku narratorów politycznych: Jaidee i jego siostra Kanya, jest Akkarat, są Białe Koszulke, Żółte Karty i mnóstwo innych postaci. Prawdę powiedziawszy musiałem przeczytać dobrze ponad połowę powieści, żeby zacząć się jako tako orientować kto jest kim, jaki jest układ sił i tak dalej.
Jeżeli chodzi o stronę fantastyczną, to nie ma tego znów aż tak dużo. Są genetycznie modyfikowani ludzie i rośliny, są megodonty (źródło energii, coś jakby mamuty), zamiast tradycyjnych pocisków bronie strzelają dyskami (nie ma materiałów wybuchowych - wszelakie bronie są nakręcane). Wszystkie elementy fantastyczne w "The Windup Girl" są tak naprawdę w naszym zasięgu w ciągu, obstawiam, paru dekad lub stuleci.
Czyta się na początku dość trudno, trzeba się mocno skupić i utrzymywać w głowie kilka wątków. Ale jak się już człowiek dobrze wgryzie w ten świat, dalsza lektura to już czysta przyjemność.
Moja osobista ocena: 8/10. Polecam - i raczej sięgnę po inne tytuły tego autora.
Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]
Jeżeli zrobisz literówkę lub zmienisz zdanie, możesz edytować komentarz po jego zatwierdzeniu.