Cztery mało (mi) znane przeróbki znanych kawałków muzycznych

Nie samym jazzem człowiek żyje...

Znalazłem niedawno kilka utworów, które mnie... zachwyciły to może zbyt wielkie słowo, ale prawie. W każdym razie są na tyle interesujące, że uznałem, iż należy im się krótka notka na mało znaczącym blogu na peruf... perfyr... preyfre... na zadupiu Internetu.

Są to wyłącznie covery znanych utworów, które uznałem za o niebo lepsze od oryginałów.

Bez dalszych wstępów, zaczynamy:

1. "All About That Bass" w wykonaniu zespołu Home Free. Kapela, podobnie jak mój ulubiony Pentatonix, typowo wokalna. Żadnych instrumentów, za to dużo ciekawych głosów, jodłowania, beatboxu i tak dalej. O ile nie jestem wielkim fanem oryginału tej piosenki, o tyle słyszałem już kilka niebanalnych coverów - i to jest właśnie jeden z nich. Polecam.

2. Fuga i toccata d-moll Bacha w wersji jazzowej, wykonana przez Massimo Farao Trio, w ramach albumu The Classic Jazz Longue. Bardzo, bardzo nietypowe wykonanie chyba najbardziej oklepanego "kawałka" muzyki klasycznej, wnosi dużo świeżości i słucha się tego z niemym zachwytem.

3. "Stairway to Heaven" w wykonaniu Rodrigo y Gabriela. Kolejny do wyrzygania popularny kawałek przerobiony w taki sposób, że w trakcie słuchania człowiek zapomina o bożym świecie, co objawia się cienką strużką śliny zwisającej swobodnie z kącika ust. Bardzo interesujące, wzbogacone i uniebanalnione wykonanie.

4. Motyw przewodni z "Różowej Pantery" w wykonaniu Bobby'ego Mc Ferrina (tego od "Don't Worry, Be Happy"). Bobby dla większości świata jest "piosenkarzem jednego hitu" (podobnie jak Wodecki wśród Polaków - nie szkodzi, że ma szerszy repertuar, jak się tylko pojawi na scenie, zaraz z widowni słychać "Zbyniek, pszczołę dawaj!"). Tymczasem McFerrin ma ogromną dyskografię utworów bardzo nietypowych - "The Pink Panther" jest jednym z nich. Mnóstwo się tam dzieje i bardzo polecam odsłuchanie w wolnej chwili.

Dziś zmywak wyjątkowo niepozmywany, więc chociaż jest już późno, przyodziewam swoje gumowe rękawice i wracam do szorowania garów.

Tymczasem, borem, lasem!

5 komentarzy

  1. Nie chcę Cię martwić, ale są to bardzo znane przeróbki jazzowe,„Stairway to Heaven” w wykonaniu Rodrigo y Gabrieli zyskało niebywałą popularność (co słychać na nagraniach z ich koncertów) podobnie jak “Piraci z Karaibów”, nie wiem, czy Bobby jest postrzegany jako Twórca jednego przeboju (może jednej płyty), ale tu może akurat bym się zgodziła, może być postrzegany przez pryzmat “Don’t…” … Co najlepsze z Bachem na czele, Bacha w jazzie bardzo dużo. (Czy ja się mądrze?)(Dla przykładu)Do posłuchania:
    https://play.spotify.com/album/6cbycusEuKHI2yueAbacXq Zresztą przeróbki muzyki klasycznej, albo połączenie klasyki z jazzem jest baaardzo popularne, co ma swoje uwarunkowania socjologiczne.
    Nie chce przez to napisać/ powiedzieć, że się nie znasz, albo, że nie masz racji. Świetnie, że odkrywasz jazz, ogólnie muzykę.
    Dobrej nocy.

    1. E tam, każda okazja jest dobra do nau[cz]ki 😉 Skorygowałem tytuł wpisu adekwatnie do swej [nie]wiedzy… Zerknę w wolnej chwili na ten link, ale to już raczej jutro będzie.

      1. E tam, od razu nauczki… Moja wina, moja wina, więcej wina…Kajam się.
        Wiem, wiem nawiasy są…
        Ad vocem przeróbek jeszcze to Diana Krall wydała kolejną płytę z coverami: https://play.spotify.com/track/7oTQQZkyLcGSbMM4oRtU0i to mój ulubiony, ale nie przepadam za przeróbkami. Nawet miałam pisać jakiś tydzień temu o coverach, ale mi przeszło. I o tym albumie miałam wspomnieć… Ale też podoba i to bardzo mi się Time after time Casssidy i Wilson.

      2. Dobra droga. Polecam Joshue Redmana, niebyt na szczescie znanego ze swojego coveru Tears In Heaven – jednej z najgorszych kompozycji Erica Claptona. Clapton zas lubi czasem pograc a to z Millerem a to z Marsalisem…
        BTW – Marcus Miller w sobote w Cork w ramach Guinness Jazz Festival. Otorrzyles Pan puszke z Pandorominium!

Skomentuj Stefek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.