Za czym ta kolejka, panie?

Szał zakupowy na wielką skalę. Quo Vadis, Hibernia?

Ostatnio coraz więcej znajomych kupuje własne cztery kąty.

Czyżby ludzie nagle zaczęli mieć więcej pieniędzy?

Nie, chyba nie… Po prostu z biegiem czasu nasi znajomi też się starzeją, a w pewnym momencie życia dochodzi się do wniosku, że własna chata jest ważniejsza od kolejnych wakacji na Kubie czy innych Kajmanach, biorą dupę w troki i zamiast wymieniać stare BMW na nowe, bo popielniczka w starym zrobiła się pełna, zaciskają zęby, opróżniają ręcznie popielniczkę (jak zwierzęta… no ale nie trzeba się tego wstydzić, prędzej czy później każdemu się zdarza) i aplikują o kredyt. Czytaj dalej Za czym ta kolejka, panie?

Wszyscy będziemy kiedyś starzy

Ludzie często nie wiedzą co zrobić z czasem. Czas nie ma takich problemów z ludźmi 😉

Kobieta osuwa się po biegnącym wzdłuż chodnika murze. Laska upada na kwadratowe płyty. Pochylona głowa. Ciało oparte na kolanach i lekko trzęsących się rękach.

– Zawracamy?

Jasne, że zawracamy. Zatrzymujemy się koło chodnika, razem z nami jeszcze jedno auto. Podchodzę do próbującej niezgrabnie wstać kobiety o siwych, zmierzwionych włosach. Z tyłu słyszę, że z drugiego auta też ktoś wysiadł. Zagaduję:

– Are you ok? Do you need any help? Czytaj dalej Wszyscy będziemy kiedyś starzy

Mało znany efekt uboczny wymiany prawa jazdy na irlandzkie

O tym, dlaczego należy ostrożnie planować wymianę prawa jazdy na irlandzkie.

Ja swoje polskie prawko wymieniłem na irlandzkie już ładnych parę lat temu. Poszło bezstresowo i bez niespodzianek. Jednak czytałem niedawno o gościu, który się nadział.

I nie, nie chodzi o Azję Tuhajbejowicza…

Procedura wymiana prawa jazdy na irlandzkie jest nieco zawiła. Może nie tak, jak dowód Wielkiego Twierdzenia Fermata, ale prawie 😉 Czytaj dalej Mało znany efekt uboczny wymiany prawa jazdy na irlandzkie

Очки

O tym, jak dwa lata później odnalazłem okulary i co z tego wynikło.

Wspominałem kiedyś o tym, że faceci w mojej rodzinie mają sokoli wzrok do czterdziestki, a potem musztardówy.

Ja przez całe życie miałem nadwzroczność (tak się to nazywa?), która objawiała się głównie zdziwieniem znajomych: „Ty naprawdę to widzisz? Przecież to za daleko jest!” i takie tam. Czytaj dalej Очки

Anatomia przeprowadzki

Przeprowadzka to projekt, który niezależnie od tego, czy się uda czy nie, pozostawia w człowieku wspomnienia na całe życie. Ten wpis ma na celu utrwalenie tych wspomnień, bo z biegiem czasu wszystkie te małe szczegóły przecież wyblakną…

Uwaga: przed lekturą tego wpisu weź głęboki wdech, opróżnij pęcherz (a także, jeżeli zachodzi taka potrzeba, jelito grube) oraz upewnij się, że nie masz niczego pilnego do roboty. Wpis jest bowiem długi jak… no, jak coś bardzo długiego. Pisałem go, z przerwami, przez ponad cztery miesiące. Czyli więcej, niż potrzebował Numernabis na postawienie w Egipcie pałacu Cezarowi 😉

Jest miejscami nieco chaotycznie, ponieważ poszczególne fragmenty były pisane o różnych porach dnia lub nocy, czasem „na kolanie”. Ale to w sumie dobrze, bo też mnóstwo chaosu się w tej historii pojawiło. Ponadto perspektywa i nastrój zmieniały mi się z dnia na dzień, co widać podczas lektury. Jest więc niejednolicie. Ale – uprzedzając fakty – skończyło się happy-endem. To znaczy, oczywiście, w krótkiej perspektywie, bo w dłuższej i tak wszyscy umrzemy. Ale to już całkiem inna historia jest.
Czytaj dalej Anatomia przeprowadzki

Biurokracja nie całkiem martwa

O urokach irlandzkiej biurokracji.

Jak już wiele razy wspominałem, jednym z powodów mojej emigracji była absolutna niechęć do biurokracji, której w Kraju Orła nigdy nie brakowało, a odważni mogliby nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest jej tam w nadmiarze.

Na Zielonej Wyspie biurokracja jest znacznie mniej bardziej (że posłużę się powiedzonkiem Alicji z Krainy Czarów), co sprawia, że nawet większe przedsięwzięcia, które w Polsce wymagają ciężkiego sprzętu alpinistycznego do poruszania się po hałdach papierzysk, tutaj wyglądają znacznie mniej groźniej. Mniej bardziej. Czytaj dalej Biurokracja nie całkiem martwa

To, co przeszkadza

O odśmiecaniu życia.

Dawno, dawno temu, zaraz na początku tego blogu, pisałem o „programowaniu rozpraszanym” – nie „rozproszonym” tylko właśnie „rozpraszanym”. Chodzi o to, że jak człowiek się rozprasza, to mu się trudniej programuje (i nie tylko programuje – ogólnie jest mniej wydajny), co przekłada się bezpośrednio na jakość wykonywanej pracy, a pośrednio na parę innych rzeczy (dłuższe godziny w biurze, mniej satysfakcji z wykonywanej pracy, mniej czasu dla innych ludzi i tak dalej).

Czytaj dalej To, co przeszkadza

Rozmiar ma znaczenie: odsłona druga

O ładowaniu akumulatorów.

Kiedyś już zamieściłem tu wpis pod tytułem „rozmiar ma znaczenie” i zleciało się do niego całkiem sporo chętnych. Jak muchy do g… miodu znaczy się. Albowiem chwytliwy tytuł to połowa sukcesu.

Z tym, że wtedy było o liczbach Mersenne’a, a dziś będzie o rzeczach znacznie bardziej przyziemnych.

Złośliwość rzeczy martwych, moiściewi, jest faktem. W dodatku autentycznym, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Czytaj dalej Rozmiar ma znaczenie: odsłona druga

Coś jakby tornado

O chmurze udającej tornado lub odwrotnie.

Wracaliśmy niedawno z wycieczki z okolic Howth. Okolice godziny osiemnastej. I nagle ni z tego ni z owego córka z tylnego siedzenia zakrzyknęła:

– Tata, patrz, tornado!

„Tornadem” okazała się na szczęście niezwykle wypiętrzona chmura, która towarzyszyła nam aż do lotniskowego grzybka, gdzie leniwie przesunęła się poza pole widzenia. Ale zdążyliśmy juchę opstrykać – jak widać poniżej: Czytaj dalej Coś jakby tornado

W tunelu

Mastroianni obraca się w grobie, czyli najnudniejszy filmik amatorski w tej części Galaktyki.

Jeżeli chce się uchodzić za autora najnudniejszego blogu w tej części Drogi Mlecznej, nie wystarczy pisać na nudne tematy. Trzeba sięgnąć dalej, głębiej, aż do samego serca czytelniczej nudy. Czytaj dalej W tunelu