L-Shirt

Jakiś czas temu przytrafiło mi się założyć sobie konto na forum Lem.pl. Niestety, od samego początku dręczyły mnie tam rozmaite kłopoty techniczne. Najpierw w ogóle nie szło aktywować konta, więc sobie odpuściłem. Po kilku miesiącach, kiedy już właściwie zapomniałem o sprawie, dostałem od adminów email z przeprosinami i z informacją, że moje konto jest już aktywne. Faktycznie, było, ale bez możliwości wykonywania jakichkolwiek akcji. Nawet do własnego profilu nie miałem dostępu.

Telefon służy również do dzwonienia!

[dropcap]P[/dropcap]onieważ spędzam sporą część swoich dni roboczych za kierownicą (nie jestem zawodowym kierowcą, ale pracuję dla firmy położonej 50 km od domu, dzięki czemu siedzę za kółkiem średnio między 2 a 4 godziny dziennie), staram się ten czas jakoś zagospodarować.

Co można robić za kółkiem?

Biblioteka w Naas

Niedaleko Newbridge (gdzie od niedawna mieszkamy) znajduje się miasteczko o dziwnie na pierwszy rzut oka wyglądającej nazwie: Naas.

Wymawia się – pi x oko – „Nejs”

Całkiem niedawno przytrafiło mi się mieć prawie dwie godziny wolnego czasu, i to właśnie tam. Czyli w Naas. Żeby było śmieszniej (ale nie było) – bez auta.

Remontujemy Świątynię

Czas: całkiem niedawno, weekend.
Miejsce: w domu.
Akcja: niewąska…

A było tak:

Dawno, dawno temu zachciało nam się wyprowadzić na wieś. Dublin to wprawdzie też taka większa wieś, przynajmniej jeśli chodzi o zabudowę, ale jednak prawie 2 miliony mieszkańców to nie w kij dmuchał. Dlatego w okolicach lutego wynieśliśmy się z wsi wielkomiejskiej na wieś małomiasteczkową, do domku. A w zasadzie bliźniaka.

Irlandzka myśl techniczna: prund

Jakiś czas temu, mniej więcej w lutym tego roku, ulegliśmy z całą rodzinką pokusie przeprowadzenia się do nowego domu. Pisałem zresztą o tym tutaj, stali Czytelnicy blogu pewnie kojarzą.

Mieszka się całkiem sympatycznie. Główne założenia zostały spełnione: więcej miejsca dla dzieciaków, własny ogródek (jest gdzie robić grilla!), bezpieczna okolica, młode można wypuszczać na łąkę przed domem, żeby się pasły w towarzystwie mniej-lub-bardziej-rówieśniczym. Sielanka.

Żyj kolorowo

– …tylko zamknijcie drzwi, żeby zwierzaki wam nie wlazły!
– Dobrze, mamo.

Dziesięć minut później graliśmy już w najlepsze w Dixit (w sześć osób! Chyba napiszę o tym osobno, w jakimś napadzie grafomanii), idee zderzały się w powietrzu z trzaskiem elektrycznych wyładowań, karty i żetony przesuwały się chyżo po stole, a szeroka tabelka zapełniała się punktami poszczególnych graczy.

Pół godziny później…

Wierzycie w jednorożce?

R-Buzz

Arbuz (ang.: R-Buzz, czyli Brzęczenie Polarne) to dobry pomysł. Przynajmniej tak się wydaje na początku, bo potem bywa różnie. Przekonaliśmy się o tym całkiem niedawno.

A było tak…

Za czym ta kolejka, panie?

Ostatnio coraz więcej znajomych kupuje własne cztery kąty.

Czyżby ludzie nagle zaczęli mieć więcej pieniędzy?

Nie, chyba nie… Po prostu z biegiem czasu nasi znajomi też się starzeją, a w pewnym momencie życia dochodzi się do wniosku, że własna chata jest ważniejsza od kolejnych wakacji na Kubie czy innych Kajmanach, biorą dupę w troki i zamiast wymieniać stare BMW na nowe, bo popielniczka w starym zrobiła się pełna, zaciskają zęby, opróżniają ręcznie popielniczkę (jak zwierzęta… no ale nie trzeba się tego wstydzić, prędzej czy później każdemu się zdarza) i aplikują o kredyt.