Musztarda po angielsku

Udało mi się dziś z rańca wyskoczyć z domu na dwie godzinki, w celu obejrzenia jednego z największych irlandzkich dolmenów. Trzyosobową wycieczkę zwołał Pendragon, więc zapewne za jakiś czas będzie można poczytać o tym na jego blogu. Z kolei obecny na wypadzie Przemek uświadomił nas o istnieniu geocachingu (nie znam niestety polskiego odpowiednika tego słowa – jeżeli ktoś zna, niech się pochwali w komentarzu) i w drodze powrotnej „zaliczyliśmy” jedną skrytkę, przemyślnie ukrytą pod ptasim gniazdem.

No ale starczy o duperelach, przejdźmy do clue bloga czyli tego, co wydarzyło się po tym jak już wróciłem do domu. Otóż ponieważ wycieczkę zaliczyłem na czczo, wróciłem głodny jak wilk, i z braku lepszego pomysłu na śniadanie wrzuciłem do mikrofali cztery parówki. Do parówek keczup i musztarda. Z tym, że nie jakaś sarepska tylko prawdziwa English Mustard.

Ktoś mi tam kiedyś niby tłumaczył, że to jest ostre. Ale pomyślałem sobie, skoro żrę od czasu do czasu chińczyka i nic mi nie jest, to już raczej niczego ostrzejszego w życiu nie zjem.

Niewiele myśląc, ukroiłem spory kawał parówki, zamoczyłem go „po polsku” w musztardzie i zacząłem przeżuwać. Po mniej więcej dwóch sekundach poczułem jakby mi ktoś wsadził jeża do ust, a po trzech zacząłem żałować, że to jednak nie jest jeż. Dwa metry dzielące mnie od kranu okazały się być strasznie długie. Zanim dotarłem do zbawczego strumyczka, miałem już dym z uszu i ogień nosa, a jeż zamienił się w szalonego nosorożca z padaczką. Moje dziewczyny zgodnie potem stwierdziły, że takiej miny to u mnie jeszcze nie widziały, i mają cichą nadzieję więcej jej nie zobaczyć.

Po chwili płukania nosorożec skurczył się do rozmiarów małej meduzy, aby wreszcie zniknąć na dobre.

Słoiczek z musztardą poddałem dekontaminacji. Pomyśleć, że takie coś stało w naszej lodówce przez ostatnich kilka dni…

Ufff.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

5 komentarzy do "Musztarda po angielsku"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
pendragon
Gość

U mnie taki niepozorny słoiczek stał prawie rok i był wyjmowany tylko przy okazji gości, po czym odstawiany na miejsce. Mam wrażenie, że coś takiego nie może się zepsuć, w każdym razie paliło tak samo jak go w końcu wywalałem.

Mr Orzechowski
Gość

Kurcze, nie próbowałem nigdy angielskiej musztardy. Trzeba będzie kiedyś, z uwagą, spróbować.

pendragon
Gość

Musztarda Colmans pali fest.

pełnoletnia
Gość

Muszę mojemu takie coś kupić bo on uwielbia takie palące cuda.
To o musztardzie.
Co do dolmenu to dawno nie widziałam żadnego. Słyszałam, że ma się jeszcze odbyć jakaś wyprawa dla dziewic?

xpil
Gość

Uhm, i zaraz potem dla smoków i Świętych Mikołajów.

wpDiscuz