Lunatycy

O Superksiężycu i innych astronomicznych ciekawostkach.

Dżem śpiewał:

„Lunatycy otaczają mnie…”

Z kolei Eddie Geppert śpiewała:

„Może wszystko to jest tylko snem, który właśnie nam się śni?”

Luna (czyli po naszemu: Księżyc) będąc w pełni (ale nie w pełni świadoma, po prostu w pełni) przeleci dziś Ziemię koło Ziemi w odległości najmniejszej od, pi x oko, siedemdziesięciu lat.

Na czym konkretnie polega owo zjawiskowe, khem, zjawisko?

Otóż Księżyc jak powszechnie wiadomo krąży wokół Ziemi[citation needed]. Odbywa się to – mniej więcej – raz na miesiąc, a konkretnie raz na dwadzieścia siedem i pół dnia (ciut więcej, dokładna liczba to raz na 27.55455 dni).

Gdybym próbował być jeszcze bardziej dokładnym, napisałbym, że Księżyc krąży wokół wspólnego z Ziemią środka masy. Jednak ponieważ tenże środek leży pod powierzchnią Ziemi (około jedną czwartą jej promienia), mówiąc „Księżyc krąży wokół Ziemi” nie mijam się wcale z prawdą. W przeciwieństwie na przykład do układu Jowisz – Słońce, gdzie wspólny środek masy leży na zewnątrz naszej gwiazdy macierzystej, co oznacza, że Jowisz wcale nie krąży wokół Słońca. No ale mniejsza o dialektykę.

No więc właśnie: Księżycowi pokonanie orbity zajmuje 27.55 dni. Jednak czas, który upływa między jedną pełnią a drugą jest odrobinę dłuższy: 29.53059 dni.

Stąd też wynika, że czasem pełnia następuje wtedy, kiedy Księżyc jest dalej od Ziemi, a czasem, kiedy jest bliżej.

No i właśnie dziś, 14 listopada 2016 roku, w okolicach godziny 11:23 czasu Greenwich, pełnia Księżyca oraz moment jego przejścia przez perigeum (czyli punkt najbliższy Ziemi) praktycznie pokryją się, co oznacza, że Księżyc będzie wydawał się o około 14% większy oraz 30% jaśniejszy, niż w sytuacji odwrotnej (która miała miejsce jakieś dwa tygodnie wcześniej).

Taka konfiguracja nie zdarza się zbyt często, bo mniej więcej raz na siedemdziesiąt lat. To oczywiście mgnienie oka w skali kosmicznej, ale żaden żyjący człowiek nie jest w stanie zobaczyć więcej niż dwóch takich Księżyców w ciągu swojego życia.

Mieszkańcy Irlandii będą mogli obejrzeć to zjawisko on-line. No chyba że ktoś wskoczy w helikopter i wdrapie się powyżej poziomu chmur szczelnie pokrywających dziś lokalny dubliński nieboskłon 😉

Na szczęście Internet jest pełen fascynatów astronomii; zdjęć Super-Księżyca można tam znaleźć na pęczki. Super!

A teraz trochę zmienię temat (ale tylko trochę). Otóż skoro Księżyc krąży wokół Ziemi (a ta z kolei wokół Słońca, które krąży wokół centrum Drogi Mlecznej, która… i tak dalej) to tylko dlatego, że występuje między nimi oddziaływanie grawitacyjne. Krótko mówiąc: przyciągają się.

Całkiem jak w tej piosence SDM-u:

ciągnie mnie do ciebie
jak mnicha do nieba
cygana do skrzypiec
głodnego do chleba
jak pijaka do szklanki
do miodu niedźwiedzia
na oślep na pal licho
ciągnie mnie do ciebie

No i teraz podchwytliwe pytanie: czy owo przyciąganie się następuje natychmiastowo, czy z prędkością światła? Czy fale pływowe są „opóźnione” względem pozycji Księżyca o 1.28 sekundy (tyle czasu potrzebuje światło, żeby dotrzeć do Księżyca z Ziemi), czy nie?

A czy Ziemia krąży wokół Słońca, czy wokół miejsca, w którym Słońce znajdowało się osiem minut i dziewiętnaście sekund temu?

Jak to właściwie jest z tą propagacją grawitacji, hm?

Otóż okazuje się, że jest to całkiem niebanalne pytanie; astronomowie, fizycy i matematycy zmagają się z nim już od dość dawna.

Obecny model Wszechświata mówi nam, że grawitacja to pole, które istnieje wszędzie. Zmiany tego pola propagują się z prędkością światła, jednak samo pole istnieje (i działa) wszędzie. A więc Ziemia nie musi raz na jakiś czas „odpytywać” Słońca gdzie ono jest, żeby „wiedzieć” dookoła którego punktu w przestrzeni ma tak właściwie krążyć, ponieważ „wie” to bez żadnych opóźnień właśnie dzięki istnieniu pola grawitacyjnego.

Wielu ludziom natychmiast nasuwa się na myśl pytanie: a co, jeżeli Słońce nagle by zniknęło?

No właśnie. Nawet XKCD opublikowało swego czasu dość dokładną analizę takiego hipotetycznego zjawiska.

Prawda jest taka, że w polu grawitacyjnym rzeczy nie dzieją się „nagle”. Nie da się nagle „zniknąć” masy, tak samo jak nie da się nagle „zniknąć” ładunku elektrycznego. Można co najwyżej zmienić dystrybucję tejże masy (na przykład pakując w Słońce stado rozwścieczonych polityków – to prawie zawsze jest gwarancją eksplozji), co jednak wymaga wydatkowania energii, którą skądś trzeba wziąć (na przykład z anihilacji jakiejś innej masy w okolicy). I wszystko się wyrównuje – pole grawitacyjne ulegnie zmianie, owszem, ale stopniowo, „informując” o tym okolicę z prędkością światła.

Przez szczegółowe wyliczenia nie będę się teraz przekopywał, ponieważ są dla mnie kompletnie niejasne – ale gwarantuję, że to wszystko stoi na solidnych formalnych fundamentach.

Interesujący ten nasz Kosmos, nieprawdaż?

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a'capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

7 komentarzy do "Lunatycy"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
U stóp Benbulbena (Dagmara)
Gość

No właśnie, chmury zasłoniły księżyc. Co ciekawe – chmury o godzinie 19 (akurat byłam na dworze) zasłoniły tę część nieba, gdzie rzekomo jest księżyc (coś tam przebłyskiwało), a druga część nieba (ta na którą gapiła się moja córka) była czysta i gwiazdy do niej mrugały obnażone bezczelnie…
Ps. Z drugiej części niewiele zrozumiałam, ale spieszę potwierdzić, że kosmos jest interesujący… i przerażający!

Jaro
Gość

z tą grawitacją to nie bardzo wiadomo o co chodzi. Tak samo zresztą jak z polem elektrycznym czy magnetycznym. Owszem, pola sobie są, ale skąd niby wiadomo, że są? Nie znaleziono żadnego nośnika informacji o polu grawitacyjnym. Przyjmuje się, że jest i cześć.

wpDiscuz