Się czyta: trylogia Ciemnego Edenu.

O pierwszej części tej trylogii piszę tutaj. Kilka dni temu udało mi się skończyć pozostałe dwie części, czas na szybką recenzję.

Przypomnę, w pierwszym tomie czytelnik jest wprowadzony w sytuację ogólną: dwieście pięćdziesiąt lat temu na Edenie, planecie bez słońca, poruszającej się po orbicie galaktycznej w całkowitej ciemności, ląduje ekipa z Ziemi. Pięć osób, mieszanka astronautów i naukowców. Okazuje się, że Eden nie jest martwy, ponieważ ma nadal ogromne zapasy energii geotermicznej ("edenotermicznej"?) i wyewoluowało nań życie, które jest w dodatku częściowo kompatybilne na poziomie komórkowym z naszym, ziemskim. Z tej piątki trójka wróciła na Ziemię, dwie osoby zostały i się - o dziwo - skutecznie rozmnożyły. Powieść rozpoczyna się dwieście pięćdziesiąt lat później, w parusetosobowym, prymitywnym społeczeństwie nękanym chorobami pochodzenia genetycznego.

Akcja drugiego tomu ("Matka Edenu") rozgrywa się jakieś pięć - sześć pokoleń później, ludzi jest na Edenie całkiem sporo, rozpierzchli się na cztery strony, udało im się nawet przepłynąć lokalny Ocean i osiedlić z dala od oryginalnego miejsca lądowania. Ludzkość wymyśliła pieniądze i politykę - i chociaż nie rozwinęła się za bardzo technologicznie, ewidentnie zalewa planetę. Zaczyna się nieuchronna wojna o zasoby, a także o to, kto ma rację na temat przeszłych wydarzeń, kto z kim sympatyzuje i tak dalej.

Trzeci tom natomiast ("Córka Edenu") to kontynuacja tomu drugiego - tym razem przenosimy się za wspomniany wyżej ocean. Wydarzenia z tomu pierwszego są teraz mocno poprzekręcane i lokalni mówią o nich głównie w kontekście religijnym - o tym bowiem jest głównie tom trzeci. Ludzie wymyślają religię opartą na strzępkach informacji przekazywanych z pokolenia na pokolenie. A jak już jest religia, to wiadomo, trzeba się zacząć nawzajem jeszcze bardziej mordować.

Mniej więcej w połowie książki, kiedy ma dojść do pierwszej walnej potyczki między dwoma dużymi (i paroma mniejszymi) ugrupowaniami, całkiem znienacka wydarza się Całkiem Znienackie Wydarzenie (nie powiem konkretnie jakie, żeby nie popsuć lektury tej połówce procenta Czytelników, którzy zdecydują się po ten tekst sięgnąć). Nagle wszystko staje do góry nogami.

Moje obserwacje po lekturze trzech tomów:

  • Książka jest ciemna. Czytelnik, który porządnie zagłębi się w treść i przeniesie się w tamten świat, będzie widział głównie ciemność rozświetlaną sporadycznie światłem odległych gwiazd oraz fosforyzującą poświatą lokalnej flory.
  • Język jest mocno dziecinny, jednak przeszkadza to tylko do momentu, w którym dowiadujemy się, dlaczego tak jest, potem przestaje to przeszkadzać.
  • Język jest ponadto mocno poprzekręcany. Zamiast "vehicle" mówią "veecle", zamiast "anniversary" - "versary", zamiast "have sex" mówią "slip", "electricity" to "lecki tricity" i tak dalej. Niektóre zmiany są oczywiste, niektórych trzeba się domyślać z kontekstu (na przykład "kill" -> "do for"). To też przeszkadza tylko na początku, potem staje się po prostu jednym z elementów świata i czytelnik przestaje to zauważać.
  • Sympatycznie obserwuje się krzywą rozwoju takiej mini-cywilizacji.
  • W powieści jest sporo scen okrutnych - nie polecam jako czytanki na dobranoc dla małoletnich.
  • Książka zostaje w głowie na dłużej.

Moja końcowa ocena?

  • Pierwszy tom: 6/10.
  • Drugi tom, plus połowa trzeciego: 8/10.
  • Końcówka trzeciego tomu: 10/10.

Czyli ogólnie polecam, o ile komuś uda się przegryźć przez męczące początki.

Arranging connections…

Dodaj komentarz

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]

Jeżeli zrobisz literówkę lub zmienisz zdanie, możesz edytować komentarz po jego zatwierdzeniu.