GCI: polski akcent wielkiego odkrycia matematycznego

O perypetiach pewnego interesującego dowodu matematycznego oraz udziale Polaków w jego popularyzacji.

Od niedawna po Internecie krąży opowieść o tym, jak pewien starszy pan udowodnił hipotezę GCI (Gaussian Correlation Inequality). Ponieważ na statystyce znam się raczej słabo, nie będę teraz opowiadał szczegółowo o tym, czego owa hipoteza (a od niedawna: twierdzenie) dotyczy. Oględnie mówiąc chodzi o zależność między prawdopodobieństwami zdarzeń ze sobą skorelowanych (przykład: losujemy człowieka z populacji ziemskiej i ważymy go; jeżeli ma nadwagę, istnieje duże prawdopodobieństwo, że jego wzrost jest powyżej średniej. I tak dalej). Hipoteza krążyła po świecie od dość dawna, jednak w pełni została sformalizowana dopiero w okolicach 1972 roku. Od tamtej pory tabuny statystyków próbowały ją udowodnić (lub obalić) i wszyscy jak jeden mąż dochodzili do wniosku, że zadanie jest na tyle trudne, że wymaga opracowania nowych pojęć i metod matematycznych. Hipoteza GCI była dla statystyków mniej więcej tym, czym była Wielka Hipoteza Fermata dla „normalnych” matematyków

Cudzysłów powyżej sugeruje, że nikt normalny nie zajmuje się matematyką bardziej zaawansowaną, niż wyliczanie reszty w warzywniaku 😉

Mniej więcej trzy lata temu niemiecki statystyk-emeryt, niejaki Thomas Royen, myjąc zęby pewnego lipcowego poranka wpadł na pomysł jak udowodnić hipotezę GCI – i to bez używania żadnych zaawansowanych narzędzi matematycznych.

Thomas jest panem starej daty i nie zna LateX-a. Sporządził więc dokument opisujący dowód hipotezy w Wordzie i wysłał go na arxiv.org, co w zasadzie powinno zamknąć temat.

Pech jednak chciał, że mniej więcej w tym samym czasie kilka „dowodów” tejże hipotezy wysłali tam również inny „matematycy” od siedmiu boleści i komitet zajmujący się weryfikacją dowodów odrzucił je wszystkie, bez szczegółowego przeglądania.

Thomas postanowił więc na własną rękę opublikować dowód w prasie branżowej. Na cel obrał sobie indyjską gazetę Far East Journal of Theoretical Statistics, z którą już wcześniej współpracował. Ponieważ jednak Indie są daleko, „jakoś” nikt nie zauważył tego dowodu przez kolejne dwa lata.

Dopiero pod koniec grudnia 2015 roku polski matematyk Rafał Latała (profesor Instytutu Matematyki UW, dziwnym zbiegiem okoliczności mieszczącego się przy ulicy Stefana Banacha, innego wybitnego polskiego matematyka) opublikował wraz ze swoim studentem Dariuszem Matlakiem dokument opisujący osiągnięcie Thomasa Royena. Pół roku później dowód został wreszcie formalnie uznany, jego treść przepisana „porządnie” w LateX-u i Wogle.

Jak widać czasami nawet proste rzeczy potrzebują dużo czasu, żeby przebić się do publicznej świadomości. Żyjemy w dobie informacji, co oznacza – o czym zresztą pisał staruszek Lem już pół wieku temu – że informacja zalewa nas w astronomicznych wręcz ilościach i dawno już przekroczyliśmy próg, za którym odróżnienie prawdy od fałszu staje się nieopłacalne.

Drugi wniosek, który mi się tu nasuwa jest taki, że wśród ponadsiedmiomiliardowej populacji prędzej czy później trafią się geniusze pokroju Shinichiego Mochizukiego (zapraszam do lektury tutu i tu – naprawdę ciekawa historia), których dzieła pozostaną niedocenione przez wiele, wiele pokoleń.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "GCI: polski akcent wielkiego odkrycia matematycznego"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Jaro
Gość

z tego Banacha to był lepszy herbatnik

wpDiscuz