Jak przeżyłem Atak Strasznego Wirusa

Miejsce akcji: zmywak.

Czas: dzisiaj.

Przeglądałem akurat logi, kiedy w dolnym prawym narożniku lewego monitora wyskoczył dymek programu antywirusowego, z informacją, że wykryto jakiegoś wirusa.

Zanim zdążyłem sięgnąć po mysz, żeby zbadać temat bardziej szczegółowo, dymek zdążył się rozwiać. Jak to dymek.

Lekko zaniepokojony (ale bez przesady – naiwnie ufam naszym korporacyjnym rozwiązaniom bezpieczeństwa) próbuję wrócić do przeglądania logów, a tu nagle SRU drugi dymek, że wykryto kolejnego wirusa.

Temu już nie dałem uciec i złapałem go w screenshota. Potem wyćwiczonym przez setki treningów ruchem wykonałem błyskawiczny szus pod biurko i wypiąłem kabelek sieciowy. Tak na wszelki wypadek.

Siedzę sobie, wgapiam się w ten dymek, i myślę: ki czort?

(tak naprawdę pomyślałem “ki chuj?” Ale nie będę na – bądź co bądź publicznym – blogu używał takiego słownictwa..)

Szybki rachunek sumienia za ostatnie dwa dni… Nie zaglądałem na żadne strony ze śmiesznymi kotami, nie instalowałem niczego nowego…

I tu mnie zmroziło. Dosłownie 10 minut wcześniej zainstalowałem aktualizację Notepad++.

Czyżby to było to?

Z lekkim niepokojem poczłapałem do biurka naszego lokalnego Pana Informatyka, który wcale się nie przejął, tylko stwierdził:
– To pewnie Nick

Myślę sobie, sam jesteś Nick, wirusa tu mam, kurdę…

Okazało się, że to jednak był Nick, szef IT. Sprawdzał czujność użytkowników. Parę osób zgłosiło mu jakieś dziwne dymki, większość je jednak zignorowała. Byłem jedynym, który posunął się do odpięcia kabelka z życiodajnymi pakietami TCP i UDP.

Medalu nie będzie.


Zapisz się
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
5
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x