Rytuał Przywołania

Nie będzie dziś o AshkEnte ani o żadnych innych obrzędach z udziałem świec, pentagramów czy książek z podejrzanie dużą ilością sylab w tytule.

Dziś będzie o przywołaniu Wiosny.

Marzec mamy pełną gębą, czas więc najwyższy wesprzeć Wiosnę w jej nieporadnych próbach przyjścia na świat.

Jak, pytacie?

Najlepiej wspiera się dobrym przykładem oraz zachętą. Dlatego dziś odważnie odpiąłem podpinkę z kurtki i wyruszyłem na swój zmywak w cieniutkiej warstwie przeciwdeszczowej (wiosna wiosną, ale tu lubi popadać, może jestem głupi, ale nie idiota…) wzmocnionej jeszcze od niej cieńszą warstwą koszuli (półpancerz obowiązuje)

Piszę „odważnie”, bo temperatura na zewnątrz waha się w okolicach 7 stopni. Co prawda Celsjusza, nie Kelwina, ale jednak siedem to siedem. Szału nie ma.

Do pracy mam z parkingu jakieś 12 minut. Dziś pokonałem tę trasę w 9. Pomimo rozgrzewki, jaką dał ostry marsz i tak pod koniec miałem kłopoty z trafieniem górnym zębem w ząb dolny, choć problemów ze zgryzem (jeszcze) nie posiadam.

Mam nadzieję, że dałem dziś Wiośnie doskonały przykład, dlatego też niniejszym dodatkowo zachęcam Ją do wychynięcia z marcowego niebytu. Wiem, że wiosny na ogół nie czytują blogów, ale a nuż?

A nuż.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: