Zamieszanie pożarnicze

In Samo życie by xpil2 Comments

Mieszkając w bloku trzeba być przygotowanym na rozmaite niespodzianki szykowane przez spółdzielnię mieszkaniową (a raczej jej lokalny odpowiednik, zwany tutaj „management company”). Czasem zmienią hasła dostępowe do drzwi, innym razem unieszkodliwią windę na dwie doby w ramach jakichś przeglądów. Niedawno znaleźliśmy w skrzynce na listy pismo, że w związku z coroczną, obowiązkową kontrolą systemów przeciwpożarowych, musimy być w domu przez trzy godziny poranne (i to w dzień roboczy), żeby pan z firmy strażackiej mógł wejść do mieszkania i przeprowadzić test czujników.

Wszystko byłoby cacy, gdyby nie fakt, że takowy test mieliśmy zrobiony dokładnie trzy miesiące temu. O ile nie widzę problemu, żeby wyjść z pracy na trzy godziny raz do roku, o tyle raz na kwartał to już lekka przesada. Tym bardziej, że jako kontraktor mam płacone od godziny i takie zostanie w domu to jest dla mnie żywy pieniądz.

Napisałem więc szybciutko maila do spółdzielni, z zapytaniem o co biega, i żeby robili coroczne przeglądy co rok, ewentualnie żeby zmienili im nazwę na „kwartalne”.

Dostałem odpowiedź, że to są przeglądy kwartalne, i że następnym razem w ulotce informacyjnej zrobią korektę nazwy.

Umówionego dnia przyszedł pan od alarmów, przetestował nasz alarm (polega to na tym, że przykłada do alarmu na długim kiju od szczotki takie dymiące cóś i sprawdza, czy alarm zastartuje). Na pytanie kiedy będzie kolejna kontrola spojrzał ze zdziwieniem i powiedział, że za rok, bo tego wymagają przepisy.

No to ja sru do maila i dalejże proszę spółdzielnię o wyjaśnienie, czemu fachowiec twierdzi, że to są przeglądy roczne, a spółdzielnia, że kwartalne. I jeszcze, żeby mi pokazali źródło przepisów dotyczących tych kontroli, bo coś mi tu śmierdzi.

Końcem końców wyjaśniło się: każde mieszkanie powinno być skontrolowane raz do roku, ale firma ppoż robi kontrole co kwartał, kontrolując tylko te mieszkania, do których uda im się wejść. Obowiązkiem mieszkańców jest umożliwić skontrolowanie swoich mieszkań co najmniej raz na 12 miesięcy. Niestety, spółdzielnia wrzuca ulotki do wszystkich skrzynek (a nie tylko do tych, których mieszkania wymagają kontroli), przez co robi się mały galimatias.

Po mojej interwencji mailowej spółdzielnia obiecała zmienić procedurę i żądać od firmy ppoż za każdym razem listy numerów mieszkań do skontrolowania.

Jak znam życie, wprowadzą tą nową procedurę już za pięć lat. Tymczasem zamierzam ignorować ulotki o kontroli ppoż przez kolejne trzy kwartały. Bo tak.

Na zakończenie dziś zapowiedź: w najbliższym czasie należy się spodziewać kolejnej recenzji. Po dłuższej przerwie zabrałem się znów za czytanie, tym razem padło na jakieś stare opowiadanie Grzędowicza, zatytułowane „Klub absolutnej karty kredytowej”. Przeczytałem kilka pierwszych stron i mnie wciągnęło, a to dobry znak.

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Zamieszanie pożarnicze"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kasia
Gość

A ja jak tu żyję ileś tam lat w życiu nie miałam kontroli alarmów ppożarowych. A przydaloby się, bo mniej więcj raz na miesiąc wybiegamy wszyscy z mieszkań bo dzwoni alarm. Już się wszyscy dokładnie znamy dzięki tym fałszywym alarmom, nawet do tego stopnia, że wiemy kto jaką nosi pidżamę 🙂

Sosq
Gość

u nas lepsze numery.Kazali nam się wyprowadzić, bo będą dobudowywać kolejną sypialnię do naszego mieszkania(wynajmowanego, więc zasadniczo nie naszego ) która jest na planach a w realu jej nie ma. Ale historia jest taka, że ta sypialnie już kiedyś była tylko pan ppoż powiedział, że musi być korytarz ble ble ble i wyburzyli sypialnię i zrobili korytarz. Takie rzeczy tylko w Irsku (Irlandia po czesku dla niewiedzących 😉

wpDiscuz