Jeszcze o pracy

Tym razem krótka pogadanka na temat różnicy między różnymi formami zatrudnienia w Irlandii. Niby nic nowego, sporo materiałów na ten temat można znaleźć w necie – ale inna rzecz suche przepisy a inna – indywidualne doświadczenie.

Jak już wpominałem jakiś czas temu, od około dwóch miesięcy jestem kontraktorem. A więc nie mam podpisanej „tradycyjnej” umowy o pracę (która czasem istnieje w formie osobnego dokumentu podpisanego przez obydwie strony, a czasem – w zasadzie częściej – tylko w formie payslipów), zamiast tego jestem właścicielem własnej firmy („limited company”), która to firma wystawia co miesiąc fakturę mojemu pracodawcy (pardon, „klientowi”).

Tak to – z grubsza – wygląda. A jak to działa naprawdę?

Samo założenie firmy jest dość proste – o czym zresztą już pisałem – w dodatku urzędnicy zaangażowani w ten proces są (w odróżnieniu od swoich nadwiślańskich kolegów po fachu) bardzo pomocni, dzięki czemu nawet jak się człowiek gdzieś pomyli, życzliwie pomogą zamiast pchać kłody pod nogi.

Firmę można założyć, można też „zamieszkać” firmę już istniejącą, co jest rozwiązaniem sporo tańszym i prostszym. Większość firm księgowych ma zawsze w zanadrzu kilka takich firm-duchów, istniejących tylko na papierze, które można „zasiedlić” w trymiga bez żadnych dodatkowych kosztów. Jeżeli jednak chcemy założyć nową firmę, liczmy się z kosztami jej rejestracji (kilkaset €, nie wiem dokładnie ponieważ nie korzystałem z tej opcji).

Zalety posiadania własnej firmy są rozmaite. Po pierwsze, człowiek ma wreszcie coś „swojego” w świecie Wielkiego Biznesu, dzięki czemu rośnie samozadowolenie oraz poczucie własnej „ważności” (cudzysłów jak najbardziej zamierzony). Po drugie, wykonując pracę jako firma, możemy być pewni, że nasz klient zapłaci nam więcej niż pracownikowi etatowemu wykonującemu dokładnie tą samą pracę (dalibóg nie wiem dlaczego tak jest, ale tak jest). Po trzecie wreszcie, na ogół możemy w tym samym czasie wykonywać zlecenia dla różnych firm (o ile mamy na to czas i warunki), dzięki czemu w kryzysowych sytuacjach łatwiej utrzymać się na powierzchni. Po czwarte wreszcie – i ostatnie – tutaj, w Irlandii, warunki podatkowe dla firm są o wiele korzystniejsze niż dla osób fizycznych. A więc, nie dość że mamy szansę na większe brutto, to jeszcze dostaniemy z niego większe (procentowo) netto.

Dlaczego więc wszyscy pracownicy etatowi nie przejdą na samozatrudnienie?

Ano, są też wady. Po pierwsze, odpowiedzialność. Będąc właścicielem firmy, mam całą litanię punktów i podpunktów, które muszę spełnić. Najważniejsze to kwestie podatkowe oczywiście – wszystkie dochody są obłożone podatkiem VAT, który muszę odprowadzać do lokalnej Skarbówki (zwanej tutaj Revenue). Oprócz tego muszę poprawnie odprowadzać podatek od pensji płaconej pracownikom firmy (nawet jeżeli jestem jedynym zatrudnionym), dbać o poprawne wyliczanie i odprowadzanie PRSI (odpowiednik naszego ZUS-u, pi razy oko), USC (Universal Service Charge – nowy podatek wprowadzony bodajże w tym albo w zeszłym roku), Income Levy i tak dalej. Dlatego też człowiek taki jak ja, mający takie pojęcie o księgowości jak papież o kręceniu filmów por…, khem, przyrodniczych, na ogół korzysta z usług księgowego, który wszystkie te kwoty powylicza i poodprowadza gdzie trzeba i kiedy trzeba. Księgowy kosztuje – część tych kosztów można odliczyć od podatku – i tak to się kręci. Muszę przechowywać określoną dokumentację przez określoną ilość lat. Nie mam wielu przywilejów przysługujących często pracownikom etatowym dużych korporacji (na przykład pokrycie kosztów prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego, dodatkowego funduszu emerytalnego, basenu, siłowni, biletów autobusowych i mnóstwa innych). Muszę się szczegółowo rozliczać przed klientem ze swojego czasu pracy (a więc, muszę rejestrować czas pracy z dokładnością do jednej godziny). Mój miesięczny przychód jest nie do końca przewidywalny, ponieważ zależy on od ilości dni wolnych w danym miesiącu. Nie mam płatnego urlopu (a więc, zakładając przykładowo, że zarabiam 250€ dziennie, każdy tydzień urlopu kosztuje mnie o te 1250€ więcej niż „etatowca”). Jeżeli stracę pracę, nie przysługuje mi prawo do zasiłku dla bezrobotnych / szukających pracy. Klient może się opóźnić z zapłaceniem faktury (znam osobiście przypadki opóźnień rzędu trzech, czterech miesięcy) – można takiego delikwenta oczywiście ścigać po sądach i naliczać karne odsetki, ale zazwyczaj nie robi się tego żeby sobie nie popsuć dobrych stosunków z pracodawcą. Kolejna wada to zdolność kredytowa – o wiele trudniej jest dostać kredyt na firmę, zwłaszcza na początku działalności. Pracownicy etatowi mają prawo do odpraw, i to są czasem bardzo konkretne kwoty (w zależności od stażu / pensji). Kontraktowcy na ogół nie mogą liczyć na podwyżki (ot, podpisuje się kontrakt na określony czas / stawkę dzienną i tyle)

Tak więc, jak widać, praca w charakterze kontraktora ma też sporo wad. Dlatego większość woli jednak pozostać przy tradycyjnej formie zatrudnienia, która zapewnia może ciut mniejsze, za to bardziej przewidywalne dochody, prawo do płatnego urlopu oraz spokój ducha.

Autor: xpil

Po czterdziestce. Żonaty. Dzieciaty. Komputerowiec. Krwiodawca. Emigrant. Rusofil. Lemofil. Sarkastyczny. Uparty. Mól książkowy. Ateista. Apolityczny. Nie oglądam TV. Uwielbiam matematykę. Walę prosto z mostu. Gram na paru instrumentach. Lubię planszówki. Słucham bluesa, poezji śpiewanej i kapel a’capella. || Kliknij tutaj po więcej szczegółów ||

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar