PLO, tom 4

Skończyłem dziś “Pana Lodowego Ogrodu”, tom czwarty (i ostatni). Tradycyjnie więc szybka recenzja.

Od razu uprzedzam, będzie dużo ochów i achów, a także najwyższa możliwa ocena spośród wszystkich dotychczas recenzowanych przeze mnie książek. Kto wie, może nawet 11/10… 🙂

Proszę również pamiętać, że za chwilę ujawnię kilka kluczowych szczegółów fabuły, a więc jeżeli chcesz, Czytelniku, delektować się lekturą we własnym zakresie, zabierz się za książkę a nie za jakiegoś durnego bloga.

No to jedziemy.

W ostatniej części Vuko przez większość czasu przygotowuje Lodowy Ogród na końcową, ostateczną, walną potyczkę Złych z Dobrymi. Autor doskonale odrobił pracę domową i tekst roi się od fachowego słownictwa z zakresu budowy średniowiecznych broni. Trebusze i balisty miotające ogniste pociski są opisane tak szczegółowo, jakby się faktycznie tam było. Te wszystkie dźwignie, karby, zębatki i pasy, prawie można sobie wyobrazić siebie siedzącego we wnętrzu i regulującego naciągi według wygrawerowanych na miedzianych tabliczkach nastaw.

Albo opis kilkutysięcznej floty widzianej z pokładu jednego ze statków – czytając, niemalże czuje się zapach morskiej wody.

Filar, tohimon klanu Żurawia, również dociera do Lodowego Ogrodu. Spotyka się z Nocnym Wędrowcem i wspólnie przygotowują miasto do obrony.

Narratorów jest w dalszym ciągu dwóch: Vuko i Filar. Dzięki sprawnemu przerzucaniu opowieści między nimi, książka nabiera dodatkowego dynamizmu i rumieńców. Zamiast bowiem opowiadać dwie całkiem różne historie, losy bohaterów krzyżują się co kilka stron.

Filarowi udaje się zlikwidować Kościół Pramatki, który zakorzenił się w tajny sposób w Ogrodzie i mógł bardzo zaszkodzić akcji.

Niezwykle opisane są sceny, w których Nitj’sefni, znajdujący się w sytuacji w zasadzie bez wyjścia, nakazuje Cyfral “zatrzymać czas” (czyli w rzeczywistości przyspieszyć pracę swojego organizmu kilkusetkrotnie), i w ciągu trzech minut, które dla reszty świata są ledwie ułamkiem sekundy, przechadza się po okolicy, podcinając łucznikom i kusznikom cięciwy oraz spuszczając łomot najgroźniejszym zbirom.

Benkej, z pomocą N’Dele, wreszcie odzyskuje rozum, a wraz z nim klucz do tajemnicy Czyniącej (Passionaria), zamkniętej dotychczas w sarkofagu z Martwą Wodą.

Przez cały czas akcja nie zatrzymuje się ani na chwilę. Opis walnej bitwy Aakena, dowodzącego armią Wężów, przeciwko Vuko, który wraz z Fjollsfinnem bronią Ogrodu, jest prawdziwie epicki. Grzędowicz odrobił zadanie domowe nie tylko z zakresu nazewnictwa broni, ale również taktyki, strategii i wszelakich średniowiecznych technologii służących zabijaniu drugiego człowieka.

W końcowej scenie Vuko wraz z Fjollsfinnem próbują rzucić wielką ognistą kulę w Aakena, który chce zrobić dokładnie to samo w drugą stronę. Jednak, ku zaskoczeniu Czytelnika, w jednej chwili wszyscy Czyniący nagle znikają z pola bitwy, po czym Vuko budzi się na maleńkiej, kamienistej wysepce, pozbawiony magii i jakiejkolwiek broni (z wyjątkiem starej, zasuszonej śliwki w ustach), naprzeciwko ma Aakena z Włócznią Głupców oraz Freihoff uzbrojoną w bicz z macki żagiewnicy. Ma jeszcze po swojej stronie Fjolsfinna, który za jedyną broń ma szybko topniejący sopel lodu.

Pojedynek odbywa się błyskawicznie, Vuko zwycięża (jakżeby inaczej), Fjollsfinn traci przytomność ale żyje, a Nahel Ifrija i Aaken giną pokonani pestką od śliwki i Włócznią.

Potem, po wszystkim, nadjeżdża jednooki karzeł z wózkiem, który pojawia się w całej serii kilkukrotnie, i który wyjaśnia Vuko o co tak naprawdę chodziło w całym tym bajzlu. Wszystko sprowadza się do nanotechnologii, a konkretnie “mnemosterowalnych nanowektorów”, których pełne są Uroczyska z Pieśnią Bogów.

W ostatniej scenie Vuko włącza radiolarię i wzywa lądownik, który ma zabrać Passionarię na Ziemię; sam próbuje zostać na Midgaardzie, bo mu się tu już spodobało przez te cztery tomy, jednak ludzie z lądownika łapią go w sieć i paraliżują, zabierając bezbronnego do domu.

W epilogu (są dwa!) okazuje się, że Drakkainen jednak jakoś im umknął na Ziemi i mieszka tam sobie, poszukiwany przez wszystkie agencje rządowe (bezskutecznie). Wszyscy uważają, że Vuko przywiózł ze sobą trochę tych nanowektorów i chcą zagarnąć tę technologię dla siebie, jednak ten skutecznie się ukrywa.

A na Midgaarze Filar, syn Oszczepnika, tohimon klanu Żurawia, ostatni władca Tygrysiego Tronu dynastii Tendżaruk, zostaje nowym władcą Lodowego Ogrodu.

Mam wrażenie, że Grzędowicz zostawił sobie furtkę na kolejne części (a może jakiś film? serial? hmmm).

Na końcu jest jeszcze kilka słowniczków poszczególnych narodów Midgaaru, wytłumaczone szczegółowo hierarchie wojskowe, liczebniki, jednostki czasu itd.

Może ten mój opis jest nieco nieporadny i bałaganiarski, ale proszę mi wierzyć, od lektury ciężko się oderwać.

Zamierzam przeczytać wszystkie cztery tomy PLO jeszcze wiele razy. To jest książka, do której wraca się z prawdziwą przyjemnością.

Werdykt: 11/10. Ha!


Liczba słów w tym wpisie: 852

Sprawdź też

Podwójna recenzja: “Wieczny pokój” i “Toy Land”

Skończyłem niedawno dwie książki, dziś szybka recenzja. “Toy Land” to apokryficzne SciFi Roberta J. Szmidta, …

Toy Wars: recenzja

“Toy Wars” czytałem już kiedyś, dawno temu, z jakiejś pirackiej kopii. Tak, wstydzę się. Dlatego …

Zapisz się
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
4
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x