śśśś

Mam czteroipółletnią córkę. Gdyby mi ktoś pięć lat temu dał do opieki dziecko w tym wieku, zapewne trafiłbym już za kratki za morderstwo. Czterolatki potrafią być naprawdę uciążliwe 😉

Niemniej jednak, kiedy rodzic rośnie razem ze swoim dzieckiem, ewoluuje i nabiera cech charakteru, dzięki którym gówniarz ma większe szanse przeżycia.

Jeżeli ktoś się spodziewa poradnika o tym jak poprawnie wychować czterolatkę, niech teraz porzuci lekturę tego wpisu 😉 To jest nasze pierwsze dziecko (i, póki co, jedyne) – jak już wychowamy z piątkę albo szóstkę, może będę w stanie podjąć się napisania jakiegoś FAQ tudzież instrukcji obsługi. A przy pierwszym to jest partyzantka.

Ale, o czym to ja miałem… aha, właśnie. Mam zdjęcie córy w wieku około półtora roku, jak siedzi z laptopem na kolanach, z jedną ręką na klawiaturze, w drugiej dzierżąc wielki kubek kawy. Rasowy informatyk… Nie wiem jakim cudem udało mi się wtedy uchwycić moment, ale udało się. Tamto było oczywiście ściemą, bo laptop był wyłączony a kubek pusty, ale na zdjęciu tych szczegółów nie widać 🙂

Potem nadszedł wiekopomny dzień, w którym córa opanowała posługiwanie się myszką – zaczęło się od puzzli 2×2, potem jakieś malowanki, teraz jucha radzi sobie naprawdę nieźle.

No a dzisiaj dziecko moje zainteresowało się literkami na klawiszach. I ku jej wielkiej uciesze, spędziliśmy z godzinę szukając rozmaitych książek – braliśmy książkę z półki, wpisywaliśmy (pracowicie, literka po literce) tytuł i/lub autora, pukaliśmy enter – i małym, zdumionym oczętom na ekranie ukazywała się okładka książki (taka sama jak trzymana w ręce). Znaleźliśmy parę części Wiedźmina, znaleźliśmy paręnaście książeczek z serii Dora, coś z Piekary, coś z Pilipiuka, nawet Przygody Mikołajka się udało. Córa stwierdziła przy okazji, że ten komputer jest bardzo mądry i wszystko umie. Próbowałem jej objaśniać podstawowe zagadnienia z zakresu indeksacji danych, logiki rozmytej i przetwarzania rozproszonego, ale wyglądała na znudzoną więc dałem sobie siana.

Najciekawsze było jednak tytułowe „ś”. Otóż kolejną książką wylosowaną z półki była ni mniej ni więcej jak „Samotność w Sieci” Janusza Wiśniewskiego. Dziecię moje zaczęło wpisywać „Wiśniewski”, i przy trzeciej literce zwątpiła – „a co to jest tu koło tego S?” spytała. Mówię jej, że to nie s tylko ś, i że to jest taka specjalna kreseczka, która jest tylko po polsku, i że w angielskim takiej kreseczki nie ma. I że żeby taką kreseczkę uzyskać, trzeba najpierw nacisnąć prawy ALT i potem literkę. Wykumała raz dwa – póki co innych polskich literek nie trenowaliśmy, ale już zapowiedziała, że jutro też chce się w to pobawić.

Inna sprawa, że samo „Wiśniewski” to było za mało, bo oczywiście na pierwszy plan wbił się jakiś zakolczykowany gość z ogniście czerwoną fryzurą. Musiałem córce wyjaśnić, że nazwiska nie są unikalne, i że Wiśniewskich jest dużo, i że trzeba jeszcze imię wpisać. Wpisała, zadziałało, voila!

I tak to wygląda. Ja w jej wieku ganiałem po podwórku za kurami i perliczkami, a pisać się uczyłem najpierw kredkami a potem na maszynie do pisania – a teraz czterolatek może sobie guglać w najlepsze. Strach pomyśleć co będzie za 20-30 lat – może moje paruletenie wnuki będą mnie uczyć nowych technologii…

Pożyjemy, zobaczymy.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz