Niechętny rycerz. Recenzja książki.

https://xpil.eu/4tEUf

Po "Niechętnego rycerza" sięgnąłem w wyniku apelu. Zaapelowałem do sumienia znajomego współczytacza o to, że brakuje mi ostatnio porządnej lektury - i że chciałbym się rozerwać. Współczytacz ów, zamiast litościwie poczęstować mnie granatem, zadał mi niewspółmiernie więcej męki podsuwając książkę pod tytułem jak w tytule.

Byłem jednak, okazało się, na tyle przegłodzony beletrystycznie, że choć tekst oceniam nędznie, doczytałem dzielnie do końca. A potem jeszcze cały drugi tom, poległem dopiero na początku trzeciego 🙂

Pomysł jest, z grubsza, taki: jest sobie gość imieniem Wallie, z zawodu księgowy, pracuje dla jakiejś firmy zajmującej się bodajże handlem chemią przemysłową. A może coś pokręciłem. Nieważne. Ważne jest to, że Wallie jest całkiem przeciętnym facetem prowadzącym samotne, nudne życie. Ani piękny, ani specjalnie uzdolniony, najciekawsze, co mu się w życiu przytrafiło, to rak złośliwy, który zabił go dość szybko.

Tuż przed śmiercią bogowie zdecydowali jednak, że Wallie ma w sobie coś, co jest warte przetrwania. Zamiast więc całkiem zabić go tym rakiem na śmierć, postanawiają przerzucić go (tzn. jego jaźń) do równoległego świata. Wallie budzi się więc jako szermierz siódmej kategorii w świecie Rzeki. Rzeka płynie w kółko (logiczne), łącząc kilkanaście miast zbudowanych zarówno po stronie wewnętrznej jak też zewnętrznej.

Świat ten jest bardzo, ale to bardzo hierarchiczny. Przedstawiciel każdego zawodu startuje z poziomu 1, docelowo można dobić do siódemki, ale mało komu się udaje. Szermierze są najważniejszą, najwyższą kastą. Siódmych można policzyć na palcach.

Taki początek jest, powiedzmy, jeszcze do przełknięcia. Wallie robi na początku mnóstwo zabawnych faux-pas, nie będąc obeznanym z zasadami nowego świata. Nie nazywa się zresztą Wallie, tylko Lord Shonsu.

A potem robi się... nudno, po prostu nudno. "Przygody" Shonsu polegają na przemieszczaniu się między miastami i próbach wykombinowania o co w tym całym bajzlu chodzi. Są przepowiednie, wątki romantyczne, humorystyczne, trochę się tłuką, trochę filozofują, ale wszystko to jakieś takie... płytkie. Być może zawalił tłumacz, nie wiem. Jednak z czystym sumieniem wystawiam "Niechętnemu szermierzowi" trzy punkty na dziesięć. To rzecz jasna tylko moja prywatna ocena, czytelnicy w Internetach oceniają całą serię na 7.5. Mimo to - nie polecam.

Przy okazji pisania tego tekstu dowiedziałem się, że Dave Duncan (autor) napisał pierwsze trzy tomy w 1988 roku, a czwarty dopiero w 2012. Intrygujące. Nie na tyle jednak, żebym do opowieści wrócił 🙂

https://xpil.eu/4tEUf

Leave a Comment

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]

Jeżeli zrobisz literówkę lub zmienisz zdanie, możesz edytować komentarz po jego zatwierdzeniu.