VPS vs serwer lokalny

Raz do doku przychodzi mi przypomnienie, żeby opłacić VPS, na którym siedzi ten blog.

Dla niezorientowanych: VPS czyli Virtual Private Server to złoty środek między hostingiem współdzielonym, który jest tani jak barszcz (€2-3 miesięcznie), ale bez większych gwarancji przyzwoitego działania, a hostingiem na wynajętym serwerze fizycznym, który będzie zapierdzielał jak rakieta, ale walnie nas po kieszeni na parę stówek miesięcznie. VPS to maszyna wirtualna, ale z gwarantowanymi, niewspółdzielonymi zasobami. Koszt – niecałe €90 rocznie.

Dziewięć dyszek raz do roku to kwota, którą jestem w stanie przełknąć. Mam w ramach tego jednoprocesorowy VPS z 3GB pamięci operacyjnej, 50GB przestrzeni dyskowej SSD oraz stumegabitowym nielimitowanym symetrycznym łączem w świat. Szału nie ma, ale do prowadzenia blogu spokojnie wystarczy.

Niedawno jednak zmieniłem dostawcę domowego internetu i moje łącze domowe jest teraz o rząd wielkości szybsze od tego, na którym gania blog. Dlatego też zaczynam całkiem na serio rozważać przesiadkę z VPS na lokalny serwerek, który stałby sobie nie wadząc nikomu w jakimś zakurzonym kącie (najlepiej jak najbliżej rutera mojego ISP) i serwował blog stąd a nie z serwerów OVH.pl.

Zalety?

  • Silniejsza maszyna: szybszy procesor, więcej pamięci, więcej miejsca na dyskach.
  • Szybsze łącze (ale asymetryczne: 1Gbps in, 300 Mbps out)
  • Pełna kontrola nad serwerem, włączając w to fizyczny dostęp do maszyny gdyby sprawy potoczyły się naprawdę kiepsko.
  • Nie muszę płacić tych nieszczęsnych €90 co rok.

Wady?

  • Dość wysoki koszt początkowy – serwer musi być cichy i szybki, te zabawki zaczynają się w okolicach €300, a te najbardziej wypasione to już kwoty czterocyfrowe. Finansowo patrząc zwróci mi się to dopiero po co najmniej 4 latach.
  • Brak gwarantowanej kopii zapasowej – OVH robi pełen backup VPS-a raz na 24 godziny, w przypadku awarii z ich strony mogą odtworzyć serwer z kopii i w najgorszym razie stracę jeden dzień. Z drugiej jednak strony mam lokalnego NAS-a, na którego mogę zrzucać kopie systemu tak często jak mi się zachce.
  • Brak firewalla na wypadek jakiegoś poważniejszego ataku typu DDOS. Ruter dostawcy ma wprawdzie dość zaawansowane mechanizmy obronne, ale jednak żeby porządnie się obronić przed DDOS-em trzeba mieć bardziej zaawansowaną infrastrukturę sieciową, której ja nie mam. Z drugiej strony DDOS kosztuje, komu chciałoby się atakować jakiegoś zakurzonego, starego bloga?
  • Mniejsza niezawodność połączenia do Sieci. Domowy internet lubi paść od czasu do czasu na kilka chwil. Co prawda niezbyt często (w ciągu ostatniego roku mieliśmy póki co dwie takie awarie, obydwie udało się “naprawić” restartem rutera) – ale jednak.

Nie chcę robić żadnych panicznych ruchów – mój obecny VPS jest opłacony na kolejny rok, więc mam kupę czasu na rozważenie takiej przeprowadzki. Zrobiłem kilka testów (z braku fizycznego serwera użyłem maszyny wirtualnej) i wszystko poszło w miarę bezboleśnie. Próbowałem też zrobić to samo na Raspberry Pi 4, który leży i się kurzy, ale okazało się, że lokalny “dysk” Malinki ma bardzo wolny transfer (czego się spodziewać po karcie pamięci?), a podłączanie zewnętrznego dysku trochę mija się z celem. Malina ma też problemy z zamapowaniem zewnętrznego zasobu sieciowego (NAS), więc odpada.

Mój blog jest serwowany z...
5 votes · 5 answers

Liczba słów w tym wpisie: 566

Sprawdź też

Blogowe ostatniości

Dziś trochę ględzenia o zapleczu blogu. Będzie raczej nudno. Wbrew ponurym przewidywaniom udaje mi się …

Awaria 2

Blog znów się popsuł. Niedopsz.

Zapisz się
Powiadom o
guest
17 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
17
0
Zapraszam do skomentowania wpisu.x
()
x