Ludzkość wysłała w stronę najbliższej obiecującej egzoplanety statek wielopokoleniowy, wydrążony z wielkiej asteroidy. Po dotarciu do celu okazało się jednak, że planeta jest już zamieszkana przez istoty może nie tak rozwinięte jak ludzie, ale z potencjałem. Kapitan podejmuje trudną decyzję: nie należy rekwirować tej planety i zamiast tego trzeba skierować się w stronę kolejnej. Odległość: około 500 lat poróży z prędkością 0.1c.
Niestety sytuacja na Dedalusie nie jest godna pozazdroszczenia. Krótko po tym, jak kapitan statku postanowił nie lądować na pierwszej planecie, na pokładzie wybuchła rewolucja. Nie wszyscy zgadzali się z tą decyzją. W efekcie kapitan podjął drastyczne kroki i w ramach ostatecznej samoobrony skonwertował się do postaci wirtualnej, żeby mieć jakąkolwiek szansę obrony statku przed buntownikami. Efekt jest taki, że owszem, ludzkość na Dedalusie nadal żyje, ale buntownicy zniszczyli wszystkie nowoczesne technologie, a podróżnicy cofnęli się w rozwoju do poziomu odpowiadającego mniej więcej naszemu średniowieczu.
Żyją z hodowli trzody i drobiu oraz zbieractwa. W dodatku niedobór zasobów jest tak poważny, że aby mieć jakąkolwiek szansę przetrwania tych 500 lat, trzeba było wprowadzić drakońskie zasady. Najważniejsza z nich to Recykling osób starszych niż 65 lat. Każdy, kto dożyje swoich 65. urodzin, jest obowiązkowo zabijany, żeby oszczędzać powietrze, wodę i żywność. To samo dotyczy tych, którzy mieli wypadek lub zachorowali i stali się trwale niezdolni do pracy. W ten sposób całe społeczeństwo na Dedalusie składa się zawsze z osób w miarę zdrowych oraz względnie młodych.
Hazel ma piętnaście lat i należy do jednego z ostatnich pokoleń na Dedalusie. Od czasów Buntu minęło już prawie 500 lat i Dedalus wkrótce dotrze do celu. Chyba. Trudno tak naprawdę ustalić, ile podróży faktycznie jeszcze pozostało - bo wirtualny Kapitan odzywa się ostatnio coraz rzadziej i coraz oszczędniej.
Tak się powieść zaczyna, a dalej jest już tylko ciekawiej. Całość jest utrzymana w tonie młodzieżowej przygodówki: czyta się lekko i przyjemnie, a kolejne warstwy tajemnicy Dedalusa odkrywane są przed czytelnikiem w idealnym tempie. Przeczytałem całość w trzy wieczory, co nie zdarzyło mi się już dawno. Książka po prostu wciąga.
Okazuje się też, że "A Hole in The Sky" to pierwszy tom trylogii. Drugi - "Córka Kapitana" - ma ukazać się dopiero w okolicach czerwca tego roku. Czekam z niecierpliwością.
Moja prywatna ocena: 9.5 / 10, z tendencją zwyżkową.
P.S. Recenzowałem tu już inne książki tego autora: [1], [2], jedna bardzo dobra, druga nie do końca. Tym razem zdecydowanie do przodu.
Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]
Jeżeli zrobisz literówkę lub zmienisz zdanie, możesz edytować komentarz po jego zatwierdzeniu.