Home / Samo życie (page 10)

Samo życie

Co mi się przytrafiło, co zobaczyłem.

Fruwające pachołki

Tym razem nie chodzi o pachołków reżimu (pamięta jeszcze ktoś ten skecz z Rewińskim?) tylko o zwykłe, czerwonobiałe plastikowe stożki przydrożne. Tak dziś wiało od rana, że pachołki zamiast – jak pambuk przykazał – grzecznie stać, turlały się radośnie wzdłuż chodników, wzbudzając niepokój stojących w pobliskich korkach kierowców.

Czytaj dalej »

Mały Golf

Jeżeli ktoś z moich wszystkich trzech Czytelników ma dzieci w wieku szkolnym, ten wie, jak wygląda organizowanie im urodzin. Zasadniczo są dwie opcje: 1. Zorganizować imprezkę we własnym domu. lub 2. Wynająć specjalnie ku temu przeznaczony lokal.

Czytaj dalej »

Gorący punkt

Jak już niedawno pisałem swoją łamaną angielszczyzną, zamieniłem ostatnio siekierkę na kijek i zamiast się wozić po dzielni ze smartfonem, używam skromnie Nokii 6310i (starsi górale mogą jeszcze pamiętać takie zwierzę). Tym samym odciąłem się od szeroko pojętego internetu, co ma swoje zalety (więcej czasu), jednak ma też swoje wady …

Czytaj dalej »

Kawa na ławę

Może niekoniecznie na ławę, tylko na maszynę do płacenia za parking, ale parkomat się za bardzo nie rymuje, nawet jak go mocno poprosiłem, więc zostawiam ławę.

Czytaj dalej »

Czwóreczka

Jeżeli ktoś się zastanawia dlaczego blog od niedawna zaczął zarastać kurzem i pajęczynami, spieszę wyjaśnić, że mam ku temu bardzo dobrą wymówkę. Otóż od wczoraj rano ślęczę nad naszym domowym serwerem i próbuję go przeprogramować z trójki na czwórkę.

Czytaj dalej »

Jeszcze nie, ale już prawie

W ostatni weekend mój nienarodzony (jeszcze) syn zrobił nam trochę zamieszania. Otóż w trakcie standardowej wizyty u polskiej pani dochtór, takiej co to się gówniarza ogląda przez specjalne ultradźwiękowe okienko, waży się go i mierzy, i szturcha tym takim czymś, żeby się lepiej ustawił do kamery, żonę złapał skurcz, a …

Czytaj dalej »

A pianino ino-ino

Wielką ojcowską dumą napawa mnie fakt, że moje dziecko chwali się dookoła, że ma „muzycznego” tatę – i że sama też by chciała być taka muzyczna. Co prawda od przechwałek do czynów daleka droga, ale jednak miło.

Czytaj dalej »

Yntelygętny Sinozęby

Idąc za ciosem niedawnego wpisu o żonglowaniu mobilnymi systemami operacyjnymi, opiszę dziś zabawną (nie dla wszystkich… właściwie tylko dla niektórych… a może tylko dla mnie?) scenkę, której świadkiem (i uczestnikiem) byłem dziś rano.

Czytaj dalej »

My, włamywacze…

Jakiś czas temu przydarzyła mi się przygoda z kłódeczką do bagażu – tutaj można sobie poczytać. Otóż nie dalej jak kilka dni temu miałem sytuację dość podobną, tylko tym razem w domowych pieleszach i bez pośpiechu.

Czytaj dalej »

Lanie wody

W ramach swojej codziennej prasówki zerkam od czasu do czasu na nowości w witrynie Waterpol.org. Całkiem niedawno znalazłem tam interesujący artykuł o wprowadzeniu planowanych od dawna w Irlandii opłat za wodę.

Czytaj dalej »

Elka, Elka, pamiętasz…

Stoję ci ja dziś na światłach. Skrzyżowanie typu T, jestem trzeci w kolejce. Przede mną wielka ciężarówko-wywrotka, niemożebnie upaćkana zaschniętym błotem, a przed ciężarówą coś jeszcze, nieduże, nie widzę za bardzo, bo mi ciężarówa zasłania. Dość stromo pod górkę.

Czytaj dalej »

Z górki

W domu zaczyna się robić coraz bardziej dzidziowo. Podobnie jak siedem lat temu, przygotowujemy się pomalutku na przyjęcie nowego członka rodziny (tym razem faktycznie członka, ha!).

Czytaj dalej »

Zmiana kursu

Niech się moja czytelnicza brać nie martwi, nie o walutach dziś pisał będę ani tym bardziej o baksztagach, fordewindach czy kontraszotach. Temat jest znacznie bardziej banalny – otóż kilka dni temu odkryłem u siebie, zupełnie przypadkiem, zamiłowanie do… albo nie, zacznijmy od początku.

Czytaj dalej »