Samo życie

Sytuacja podbramkowa

Bramek na Connolly Station jest całe mnóstwo. Nie pamiętam teraz dokładnie ile, ale co najmniej z piętnaście. A może i ciut więcej.

Bramki są symetryczne, dwukierunkowe – podchodzi się, wkłada się do szczeliny (albo przykłada zbliżeniowo) bilet, bramka się otwiera, przechodzi się na drugą stronę i gotowe. Jest jeden ciąg bramek na wszystkie perony, więc nie trzeba kombinować.

No chyba że się wejdzie bocznym wejściem, wtedy można bramki ominąć i próbować wejść na perony bez biletu, ale tam zawsze stoi ze dwóch pomarańczowych i filują, więc zasadniczo się nie da.

No i teraz akcja właściwa. Okolice 1630, zachodzę na Connolly, do pociągu jeszcze jakieś 20 minut więc kupa czasu. Myślę sobie, pogoda fajna, cupnę na peronie na ławce, Kindelka poczytam, zleci raz dwa. Podchodzę do bramki i widzę kątem oka, że do bramki obok podeszło w tym samym czasie dwóch gości: z jednej strony (na wejściu) taki starszy, żylasty, w obdartych spodniach, z higieną ewidentnie na bakier. Trochę jakby żul (chociaż do dworcowych żuli akurat mam wielki szacun od czasu pewnej przygody na Centralnym). Naprzeciwko – na wyjściu – młody chłopaczek, na oko z 14 lat, czarny jak smoła, z plecakiem. Bilety przyłożyli obydwaj. Chłopakowi pipnęło na zielono, żul energicznym krokiem zaatakował bramkę, chłopak nie miał za bardzo wyjścia i musiał się cofnąć do tyłu nazad. Starszy pan go minął i jakby nigdy nic podryfował w stronę peronów.

To wszystko zaobserwowałem kątem oka przechodząc przez własną bramkę (mam te bramki już wyczute, jak się wyciągnie rękę z biletem zbliżeniowym na całą długość to można przejść praktycznie bez zatrzymywania się). Zwolniłem, dałem się wyprzedzić żulowi (ciągnący się za nim bukiet a’la clochard był zaprawdę imponujący), zatrzymałem się kawałek dalej i obróciłem z ciekawości.

Chłopaczek spróbował jeszcze raz czy dwa otworzyć bramkę, ale niestety bilet miał jednorazowy, więc przepadło.

Rosnące zdenerwowanie dzieciaka zauważył wreszcie jeden z pomarańczowych. Podszedł do niego, coś tam zagadał, poprosił o bilet, przepuścił go przez ręczny skaner, pokręcił głową i pokazał palcem w stronę większej grupki kontrolerów, stojącej zawsze zaraz obok ostatniej bramki i czekających na takie okazje.

Chłopak zrobił wielkie oczy i chciał się wyrwać, ale za bardzo nie było dokąd. Z jednej strony bramka, z drugiej rosły pomarańczowy, jak się człowiek nie obejrzy tak dupa z tyłu.

Na to wkroczyłem ja, cały na biało:

– Excuse me, sir…

Taki z niego ser jak ze mnie papież, ale niech mu będzie, a co.

– Excuse me, sir, but that guy there walked in on this boy’s ticket a moment ago. I’ve seen it.

Pomarańczowy zlustrował mnie uważnie, zakonotował spodnie od gajerka i koszulę, bardzo starannie nie zwrócił też uwagi na zwisającą mi z ramienia torbę z laptopem. Kiwnął głową, machnął ręką, przesunął coś nad czytnikiem. Bramka się otworzyła, chłopaczek czmychnął jakby się za nim paliło. Tylko z oddali jeszcze krzyknął w moim kierunku:

– Thanks, man!

Gdybym się wtedy nie zatrzymał, uczniak pewnie zapłaciłby karniaka za brak biletu.

Na zakończenie chciałem napisać, że takie bezinteresowne pomaganie obcym powinno być naturalnym odruchem każdego normalnego człowieka, ale przecież ja tego nie zrobiłem bezinteresownie tylko po to, żeby napompować swoje wybujałe ego tym tu oto wpisem.

Tak że tego, ten.

Hrabia Duszański Hrabia Henryk

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
2 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
40i6KwasxpilBorys Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Borys
Gość

A mogłeś powiedzieć: „Excuse me, sir, I know this wee boy, he travels often without ticket, cheap bastard”.

Kwas
Gość
Kwas

W naszych trójmiejskich realiach dostał by „po ryju” od panów kontrolerów i na tym by się skończyło. Fajnie się czyta istnieje taki świat gdzie ludzi traktują po prostu po ludzku.

40i6
Gość

Jestem za! Poprawiajmy świat, gdzie się da. Bo nie można mówić „takie czasy”. Czegoś takiego nie ma. Tacy my.

%d bloggers like this: