Szachy z kaczką

W szachy jak grać - każdy wie. Może nie na światowym poziomie, ale jednak.

Gra przeszła długą drogę - od indyjskiej Czaturangi granej pół tysiąclecia przed Chrystusem aż do wersji turniejowej, jaką znamy dziś, a która była wprowadzona w okolicach XVIII wieku.

Oprócz tego są też rozmaite warianty gry, zdecydowanie mniej popularne od oryginału, ale niektóre całkiem ciekawe. Swego czasu grałem dużo i często w wymyślone własnoręcznie "szachy sąsiedzkie", które jak się potem okazało wcale nie były takie oryginalne (KLOC). Albo "szachy okołodomowe": po wykonaniu ruchu gracz robi kółko wokół domu - jeżeli po jego powrocie do szachownicy przeciwnik nie wykonał jeszcze swojego ruchu, gracz "dobiegający" może wykonać drugie posunięcie pod rząd (i znów biegnie). Są też słynne Szachy Fishera czy szachy czteroosobowe. Dużo tego.

Całkiem niedawno (jeżeli moje źródła nie kłamią, w okolicach roku 2016 lub 2017) wymyślono całkiem nowy i oryginalny wariant szachów - czyli szachy z kaczką.

Tak, wiem. Niektóre gatunki drobiu mają w Polsce raczej kiepski wydźwięk polityczny. Na szczęście tu nie o politykę chodzi tylko o... kaczkę.

Zasady gry są banalne: najpierw ustawiamy figury szachowe do "zwykłej" partii szachów. Oprócz tego upewniamy się, że mamy pod ręką małą żółtą kaczuszkę, która mieści się na pojedynczym polu szachownicy. Z braku kaczuszki można na przykład posłużyć się zakrętką od butelki albo kamykiem.

Celem gry jest zbicie króla przeciwnika. Tym samym nie ma pojęcia "szach" ani "mat" - po prostu trzeba bronić swojego króla przed zbiciem przez przeciwnika oraz atakować króla przeciwnika.

A co z kaczką, pytacie?

I bardzo słusznie 🙂 Otóż każdy ruch odbywa się dwufazowo: najpierw wykonujemy "zwyczajny" ruch zgodny z regułami gry w szachy, a następnie stawiamy kaczkę na dowolnym polu szachownicy, które jest w danym momencie wolne. Następnie przeciwnik robi dokładnie to samo. Z tym, że kaczka "blokuje" ruchy - nie wolno jej zbijać, nie wolno przez nią przeskakiwać (skoczek może, bo to skoczek).

Brzmi nudno?

Zapewniam, że gra nudna nie jest, a już w trakcie pierwszej próbnej rozgrywki zauważymy interesujące strategie. No i śmiechu jest co niemiara - zwłaszcza na początku, kiedy człowiek jeszcze jest przyzwyczajony do zwykłych szachów, a tu mu się nagle drób wpierdziela między wódkę a zakąskę.

Bardzo, bardzo polecam. A tu więcej szczegółów (po angielsku): https://duckchess.com/.

3 komentarze

  1. W KLOCa (czy wtedy bodaj zwane bitewne) grałem dwuosobowo >30 lat temu, kiedy jeszcze dużo grałem. Nawet zabawne były.

    Z takich mniej wymagających, zarówno w teorii jak i w praktyce (1 komplet wystarczy), to nie wiem skąd podłapaliśmy (i czy nie sami wymyśliliśmy), grywaliśmy w tzw. walcowe – wszystko stoi normalnie i gra normalnie, tylko trzeba sobie wyobrazić, że prawa i lewa strona szachownicy są “sklejone” jak w walec, i wszystkie bierki mające większy zasięg, “przelatują” przez boczne krawędzie, “na drugą stronę”, łącznie z biciem, szachem, itd. Zupełnie zmienia otwarcia, zmienia końcówki (no bo nie da się króla “na bandę” spychać czy do rogu, bo nie ma narożników. Bazą gry pozostają pionki (bo na nie mod mały wpływ); można grać z roszadą albo bez (ale to jak zawsze).

    Nie było to tak “rewolucyjne” czy wymagające jak KLOC, po dopieszczeniu teorii byłyby “jakieś normalne szachy”, ale jako odmiana raz na jakiś czas bardzo miłe i dużo migreny zapewniały, od ręki.

      1. Na torusie nie da się grać, czarne/białe atakują się przez dolną/górną krawędź na starcie. Kombinowaliśmy, że należałoby ustawiać się jeden-dwa rzędy “wyżej” i zmienić/wyrzucić parę figur. Ale to właśnie już nie byłaby jedna prosta zmiana, generująca przyjemnie “nowe szachy”, tylko zupełnie nowa gra “szachopodobna”.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.