Sześciokąt nieforemny, taka jego mać

In Samo życie by xpil4 Comments

Niestety, ci z czytelników, którzy spodziewają się po tym tytule wpisu czegoś z geometrii, zawiodą się srodze. Będzie bowiem o montowaniu półki w module narożnym szafki nabytej niedawno w popularnym szwedzkim sklepie z meblami.

Ale zacznijmy od początku.

Jakiś czas temu wykombinowaliśmy, że schowek trzeba by jakoś sensownie zagospodarować.

Zaraz, właśnie, jeszcze bardziej od początku…

Mamy w mieszkaniu schowek, zwany w lokalnym narzeczu storage room czyli po naszemu storydż. Pomieszczenie dość duże, w zasadzie dałoby się z niego zrobić pokoik jednoosobowy, przy założeniu, że ta jedna osoba byłaby względnie szczupła, nie wymagałaby dużej ilości przestrzeni do, dajmy na to, ćwiczeń tańca, a także potrafiłaby obejść się bez elektryczności, wody i toalety.

No i teraz trzeba by taki schowek jakoś sensownie zagospodarować. Dotychczasowe szafki, postawione tam „na rozpaczliwca” dwa lata temu należy zastąpić czymś bardziejszym, coby lepiej wykorzystać przestrzeń.

Najsampierw poszliśmy do lokalnego fachowca, który żyje z tego, że montuje ludziom szafki, stoły oraz tzw. walk-in wardrobes czyli schowki przerobione w całości na jedną wielką szafę. Wchodzi się do takiego schowka, a tam wszędzie wieszaki, półki, półkowieszaki, wieszakopółki, a także rozmaite urządzenia z powierzchnią poziomą albo z haczykami i relingami do zawieszania odzieży.

Niestety, pan za usługę zaśpiewał nam taką kwotę, że się troszkę zgarbiliśmy. Co prawda bardzo aromatycznie i zachęcająco wyglądały jego dotychczasowe projekty, którymi nas próbował umiejętnie kusić, jednak końcem końców stwierdziliśmy, że ponad pięć tysięcy Jerzych za „dużą szafę” to jest jednak lekka przesada. Może, kiedyś, jak już będę zarabiał pięćdziesiąt tysięcy Jerzych miesięcznie, ale to raczej nie dziś i nie jutro.

No i, jak się już ziewający Czytelnik domyśla, skierowaliśmy swe kroki do lokalnie nam panującego giganta meblowego rodem ze Szwecji (który, nawiasem mówiąc, podobnoż snuje plany otwarcia drugiego sklepu w Dublinie, ale to już całkiem inny temat).

Tamże nabyliśmy, uprzednio wymierzywszy schowek wzdłuż i na poprzek z tysiąc razy, kilka szafek, które – jak się już je poskłada do kupy, powinny zapewnić nam przetrwanie z gratami i klamotami na następnych parę lat.

No i teraz akcja właściwa. Jednym z elementów jest segment narożny, graniastosłup z sześciokątem w podstawie.

Ponieważ mamy za sobą niedawny maraton ze składaniem mebli do sypialni córy, jesteśmy już dość otrzaskani jeśli chodzi o szwedzkie puzzle 3D, i segment narożny stał w schowku już po pół godzinie szamotania się ze śrubkami, ściankami i gwoździami. Pozostało tylko zamontować w środku półkę oraz dwa wieszaki (pardon, relingi).

Półka jest sześciokątna. Relingi są dwa, jeden wyżej, drugi niżej.

Gdybym zagrał sobie wcześniej w Sokobana, prawdopodobnie zaoszczędziłbym sobie mnóstwa czasu. Niestety, zamiast (jak logika podpowiada) zagrać w Sokobana, zacząłem od zamontowania relingów. Jeden niżej, drugi wyżej.

Nad górnym relingiem miała być zamontowana półka. Ta sześciokątna.

No i teraz spróbujmy to sobie wyobrazić: graniastosłup sześciokątny, z jedną ścianą boczną „otwartą”, na górze reling biegnący wzdłuż najdłuższej przekątnej podstawy, no i zaraz nad tym relingiem trzeba wetknąć półkę. Sześciokątną, o wymiarach „na wcisk”, żadnego luzu wzdłuż żadnej krawędzi.

Da się?

No właśnie, nie bardzo. Nie da się. Reling przeszkadza.

Trzeba było, przy akompaniamencie zduszonej kurwolingwistyki, odkręcić reling. Wkładam półkę… I co? I dupa. Trzeba było NAJPIERW wkładać półkę, a dopiero POTEM wkręcać bolce, które ją podtrzymują. Inaczej półki się od dołu nie wetknie, a od góry nie ma miejsca.

No dobra. Wykręciłem bolce, położyłem je obok wykręconego uprzednio relingu, wkładam półkę… I co? I niby dobrze, bo nic nie przeszkadza. Z wyjątkiem – o zgrozo – blaszki, która mocuje całość konstrukcji do ściany. No tej blaszki już nie odkręcę, bo mi słownika zabraknie.

Lekko naginając czasoprzestrzeń, a także zdecydowanie nadwerężając wszelkie ramy grzecznego wysławiania się, udaje mi się w końcu wcisnąć cztery z pięciu bolców, na ich miejsca. Trzeba bowiem wiedzieć, że nie są to takie zwykłe, proste bolce, tylko takie z zawijasem i śrubką. I przez ten zawijas nie dało się zamontować piątego bolca.

Szczęściem moja jak zwykle czujna Małża przypomniała sobie, że mamy gdzieś w domu inne bolce, takie zwyczajne, proste, bez zawijasa i śrubki.

Tadam! Piąty bolec, inny od reszty, niczym brakujący Piąty Element ze znanego filmu ze znanym aktorem, wylądował na swoim miejscu.

Tak więc od dnia dzisiejszego mamy w schowku segment narożny, który – przynajmniej z założenia – ma rozwiązać problem wygodnego zagospodarowania przestrzeni w kącie.

Jeszcze dwie szafki i schowek będzie finito. Yay…

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Sześciokąt nieforemny, taka jego mać"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
pendragon
Gość

Dużo bardziej lubię takie tematy niż sprawdzanie czcionek. Mam pewne doświadczenie z narzędziami, o czym pisałem ostatnio na Grubasie i uwielbiam mierzenie, projektowanie, szukanie dobrych palet w celu zdobycia surowca, potem cięcie i dopasowywanie. Ostatnio dostałem spore naręcze desek do spalenia w kominku ale ponieważ deski pochodzą z łóżka ze szwedzkiego sklepu (jak dotąd jedynego w mieście) to było mi ich żal że się tak spalą i nic z nich nie zostanie, więc zrobiłem kilka półek u Emila w pokoju, ha.

SlaveckM
Gość

Uhhh, IMO jeden z najgorszych filmów Bruce'a Willisa. Film niechcący uratowała Milla Yovovich, na którą zawsze lepiej popatrzeć niż na Bruce'a, oraz efekty specjalne.

wpDiscuz