Kalaczakra, ewentualnie uroboranin, to taki ktoś, kto po śmierci rodzi się ponownie w tym samym miejscu i czasie jak poprzednio. W wieku około 3 lat zaczyna odzyskiwać pamięć poprzednich żyć, który to proces kończy się w okolicach 4 roku życia. W pierwszym cyklu kalaczakra na ogół wpada w panikę i kończy w psychiatryku i/lub samobójstwem. W kolejnych cyklach jest już łatwiej.
Zabić uroboranina można na jeden z trzech sposobów, z których dwa są tymczasowe, a jeden permanentny, ale dużo trudniejszy (i możliwy do zrealizowania praktycznie prawie wyłącznie przez innego kalaczakrę). Trudniejszy, bo wymaga znajomości miejsca i czasu urodzin ofiary, stąd też informacja ta jest skrzętnie zatajana przez każdago uroboranina.
Kalaczakry stanowią niewielki ułamek promila społeczeństwa - na całym świecie żyje ich kilka, może kilkanaście tysięcy. Przypuszcza się, że średnio jedna osoba na pół miliona jest obdarzona tą mocą.
Najstarsze zapiski świadczące o istnieniu takich ludzi pochodzą z czasów starożytnego Babilonu. Ponieważ życia poszczególnych uroboraninów "nakładają się" na siebie, możliwe jest przekazywanie informacji w czasie wstecz - kalaczakra wieku pięciu lat może skontaktować się z innym kalaczakrą w wieku lat, dajmy na to, siedemdziesięciu. Ten po kolejnych swoich narodzinach przekazuje informację jakiemuś starszemu poprzednikowi i tak dalej. Do przodu jest łatwiej - wystarczy wyryć zaszyfrowaną wiadomość na dobrze ukrytym kamieniu i przy odrobinie szczęścia przetrwa ona setki albo i tysiące lat.
Jak się to wszystko odbywa z punktu widzenia linii czasowych - do końca nie wiadomo. Najchętniej przyjmowana hipoteza to światy równoległe - każda "pętla" narodzin kalaczakry tworzy odrębny świat. Ale tak naprawdę nie wiedzą tego ani bohaterowie książki, ani Autorka.
Niektórzy uroboranie mają specjalną zdolność: niczego nie zapominają. Tych nazywamy mnemonikami i są oni wielką rzadkością.
Harry August urodził się w 1919 roku w Anglii.
Zdradziłem już całkiem sporo szczegółów fabuły, wystarczy tego dobrego. Książka jest napisana przez tę samą autorkę, co recenzowana niedawno "Slow Gods". Jest to bez wątpienia najlepsza książka, którą przeczytałem w ciągu ostatnich dwóch, a może nawet trzech lat. Jeżeli, Czytelniku, lubisz "Dzień świstaka", to to jest wariant na sterydach. Jeżeli lubisz pętle i paradoksy czasowe, czeka cię wspaniała uczta. Jest to opowieść o globalnym kataklizmie, miłości, przyjaźni, sensie życia, z całym mnóstwem pomysłów na temat "co można zrobić z zapętlonym życiem?"
Moja prywatna ocena: 12/10, bez dwóch zdań. Bardzo, bardzo polecam.
Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]
Jeżeli zrobisz literówkę lub zmienisz zdanie, możesz edytować komentarz po jego zatwierdzeniu.