„Olśnienie”. Recenzja książki.

Poul Anderson, mam wrażenie, nie podołał skali postawionego sobie zadania. Książka świeżutka, wydana w tym miesiącu. Sam pomysł na powieść jest świetny, a co ciekawsze nie do końca jeszcze wyeksploatowany. Układ Słoneczny od ponad trzech milionów lat znajduje się w stożku promieniowania (ze źródłem w centrum Drogi Mlecznej), które nieznacznie pogarsza pracę neuronów. Pewnego dnia jednak stożek ów opuszcza...

Nagle z pułapek myśliwych w tajemniczy sposób uciekają zwierzęta. Lisy samodzielnie otwierają nawet te bardziej skomplikowane zamki do kurników. Pewien uczeń podstawówki w kilka minut wynalazł rachunek różniczkowy. Niedorozwinięty umysłowo chłopak po raz pierwszy w życiu odzywa się artykułowanym językiem, prosząc opiekuna o książkę. Krótko mówiąc - wszystko co żyje, nagle zmądrzało.

Tak obiecujący początek został jednak - ku memu żalowi - popsuty. Autor próbuje otwierać zbyt wiele wątków na raz, niektórych w ogóle nie kończy; inne, owszem, kończy, ale po łebkach. O fizyce relatywistycznej, zdaje się, w ogóle nie słyszał: podróże z nadświetlnymi prędkościami traktuje liniowo, całkiem jakby nie było równań na dylatację czasu, masy czy przestrzeni. Mnóstwo intrygujących pomysłów, a większość ledwie liźnięta, jakby wydawca siedział mu na karku i prał po łbie kalendarzem.

No ale to może jeszcze bym jakoś wytrzymał. Najbardziej jednak boli to, że zamiast skupiać się na stronie fantastycznej zagadnienia, autor grzęźnie w układach i układzikach politycznych, w efekcie serwując czytelnikowi średnio strawną papkę ideologiczno-socjalną.

Inna wada to brak wyrazistości charakterów. Bohaterowie zlewają mi się w jedną masę. Oczywiście są źli i dobrzy, są postacie w tle, ale praktycznie zero indywidualizmu.

Końcówka... przesłodzona. Znów: fajny pomysł, kiepska realizacja.

Przedostatni rozdział podobnie. Kiedy już, już ma nastąpić katastrofa, nagle pojawiają się rycerze w lśniących zbrojach i zamiast ukarać złodupców nałożeniem im po ryjach, zagłębiają się w dysputach. Ażeby was...

Mając na względzie powyższe, książkę muszę ocenić w dwóch skalach:

  1. Pomysły: 10/10, zdecydowanie polecam.
  2. Realizacja: 2/10, zdecydowanie nie polecam.

Reasumując: nie polecam.

Aha, jeszcze jedno. Większość Internetów twierdzi, że to jest najlepsza z (bodajże) pięciu książek wydanych przez tego pana. Jeżeli tak faktycznie jest, prewencyjnie ominę pozostałe cztery szerokim łukiem.

Arranging connections…

Dodaj komentarz

Komentarze mile widziane.

Jeżeli chcesz do komentarza wstawić kod, użyj składni:
[code]
tutaj wstaw swój kod
[/code]

Jeżeli zrobisz literówkę lub zmienisz zdanie, możesz edytować komentarz po jego zatwierdzeniu.