Interstellar: recenzja

In Recenzje, Recenzje filmów by xpil0 Comments

Obejrzeliśmy sobie ostatnio „Interstellar”, jedno z nowszych osiągnięć współczesnego kina SF. Dziś króciutka recenzja.

Króciutka, bo nie lubię pisać negatywnych recenzji, a ta właśnie taka będzie.

Główny wątek, wokół którego toczy się akcja tego prawie trzygodzinnego filmu, to umierająca (wskutek wysuszenia) Ziemia. Powymierała już większość gatunków roślin uprawnych. Z roku na rok silniejsze i częstsze, burze piaskowe nękają całą planetę. Uczeni przewidują, że w ciągu kilkudziesięciu – góra stu lat na Ziemi nie pozostanie ani jeden człowiek.

Tymczasem NASA udaje się znaleźć – w okolicach Saturna – tunel międzygalaktyczny, do którego wysyłają najpierw próbniki, po nich kilka ekip badawczych, a na koniec trzech bohaterskich astronautów, którzy mają zdecydować, czy po drugiej stronie tunelu (w innej galaktyce) znajduje się jakaś planeta, na której ludzie mogliby przetrwać.

Doradca naukowy, który pomagał pisać scenariusz, dr Kip Thorne, jest autorytetem jeżeli chodzi o fizykę teoretyczną, czarne dziury i resztę tych wszystkich astrofizycznych, nieweryfikowalnych zagadnień. Możnaby się więc spodziewać, że film będzie miał solidne podstawy naukowe. Niestety, zamiast tego postawiono na efekty specjalne oraz słabe, ocierające się o harlequinowy romans, relacje międzyludzkie.

Po pierwsze primo, nie chce mi się wierzyć, że kosmonauci są zdumieni kształtem „wejścia” do tunelu. Skoro wcześniej były wysyłane próbniki oraz ekipy badawcze, końcówka tunelu powinna być już zbadana przynajmniej w podstawowym zakresie. Tymczasem okazuje się, że wcale nie.

Po drugie primo, sprawa planety z bardzo silnymi pływami (gigantyczne fale przetaczające się wokół planety w mniej więcej dwugodzinnym cyklu) – skoro godzina czasu spędzonego na tej planecie odpowiada iluś-tam latom na Ziemi, moim zdaniem powinno się najpierw poobserwować planetę z pewnej odległości i dopiero wtedy podejmować próby lądowania. A tak, fale zaskakują naszych bohaterów, przez co marnują oni na powierzchni planety na tyle dużo czasu, że na Ziemi ich dzieci dorastają, zakładają rodziny i tak dalej.

Tutaj, przyznaję, jest moment dość wzruszający. Astronauci wracają na statek i dowiadują się, że nawet jeżeli jakimś cudem wrócą kiedyś na Ziemię, nie będą mieli szansy uczestniczenia w dzieciństwie swoich dzieci, bo ono już minęło, bezpowrotnie.

Całkiem logiczne wydaje mi się to, że po wpadnięciu do czarnej dziury zostajemy zmniejszeni do rozmiarów krasnoludka i trafiamy w przestrzeń między ścianą a półką, w pokoju swojego dziecka, kilkadziesiąt lat wcześniej. To powszechnie znany fakt…

Końcem końców okazuje się, że ludzkość została uratowana (jakoś, ale jak? – nie wiadomo) i orbituje sobie spokojnie na jakiejś planetce (a może sztucznej konstrukcji?) dookoła Saturna. Córka głównego bohatera umiera w bardzo podeszłym wieku, astronaucie udaje się z nią spotkać tuż przed jej śmiercią. To też jest dość wzruszająca scena (ostatni raz widzieli się, kiedy miała pięć czy sześć lat…), ale nie zmienia to faktu, że całość jest strasznie naciągana. Szmira hollywoodzka posmarowana obfitym blichtrem efektów specjalnych.

Nie polecam.

Podsumowanie
Data recenzji
Przedmiot recenzji
Interstellar (film)
Ocena autora
21star1stargraygraygray

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz