A pianino ino-ino

Wielką ojcowską dumą napawapiano01 mnie fakt, że moje dziecko chwali się dookoła, że ma „muzycznego” tatę – i że sama też by chciała być taka muzyczna. Co prawda od przechwałek do czynów daleka droga, ale jednak miło. Czytaj dalej A pianino ino-ino

Yntelygętny Sinozęby

Idąc za ciosem niedawnego wpisu o żonglowaniu mobilnymi systemami operacyjnymi, opiszę dziś zabawną (nie dla wszystkich… właściwie tylko dla niektórych… a może tylko dla mnie?) scenkę, której świadkiem (i uczestnikiem) byłem dziś rano. Czytaj dalej Yntelygętny Sinozęby

Arytmetyka po irlandzku

Za każdym razem kiedy obsługuję bankomat w Irlandii, zastanawia mnie gdzie firmy znajdują tak genialnych programistów.

Weźmy na przykład taką sytuację: chcę wypłacić €240. Sprawa jest prosta, bankomat oferuje mi opcję wypłaty €120, więc wystarczy dwa razy po €120 i gotowe. Czytaj dalej Arytmetyka po irlandzku

Planszówka bez planszy

Jeżeli ktoś sądzi, że niemożliwe jest istnienie gry planszowej bez planszy, to… zasadniczo ma rację. Wszystko zależy od tego jak szeroko (lub wąsko) zdefiniujemy pojęcie „gra planszowa”. Czytaj dalej Planszówka bez planszy

Kanapka z celulozy

W ramach pisania poprzedniego wpisu (tego o zmutowanej klamce) przypomniała mi się jeszcze jedna, całkiem zabawna, historia, która weszła już do naszego kanonu rodzinnego, i którą czasem męczymy przyjezdnych jak się skończą tematy do rozmów. Czytaj dalej Kanapka z celulozy

Klamka po mutacji

Przytrafiło nam się niedawno, że w ramach renowacji łazienki przełożyliśmy drzwi na drugą stronę.

Tak sobie przeczytałem to powyższe zdanie i stwierdziłem, że brzmi ono dość nieprecyzyjnie. Mogłoby na przykład oznaczać, że przełożyliśmy drzwi od łazienki na drugą stronę mieszkania, budynku, albo nawet Dublina. Spróbujmy raz jeszcze… Czytaj dalej Klamka po mutacji