Monthly Archives: Lipiec 2013

Pchełki VBA, odcinek 20: polskie znaczki

Niedawno jakaś zbłąkana dusza trafiła na mego bloga w poszukiwaniu metody na znalezienie w tekście, za pomocą VBA, polskich znaków. Z kontekstu domyśliłem się, że nie chodzi o znaki drogowe. Drogą intensywnej dedukcji wykoncypowałem nawet, że chodzi o polskie znaki diakrytyczne, czyli tzw. „ogonki”.

Read More »

Obserwacja

Znacie ten kawał o Australijczyku, który sobie kupił nowy bumerang i nie mógł wyrzucić starego? Otóż to. Bumerang. Temat powracający na łamy tego bloga z częstotliwością porządnie rozregulowanego, starego, pokrytego centymetrową warstwą kurzu, niepokojąco skrzypiącego, ale z niepojętych przyczyn wciąż działającego zegara z upiorną kukułką.

Read More »

Zmiana kursu

Niech się moja czytelnicza brać nie martwi, nie o walutach dziś pisał będę ani tym bardziej o baksztagach, fordewindach czy kontraszotach. Temat jest znacznie bardziej banalny – otóż kilka dni temu odkryłem u siebie, zupełnie przypadkiem, zamiłowanie do… albo nie, zacznijmy od początku.

Read More »

Soczek z wodą

W weekend gościliśmy w domu rodzinkę, w tym również trzyipółletnią kuzynecznicę (wiem, że nie ma takiego słowa w języku polskim, ale jak inaczej nazwać córkę kuzynki? No jak? Może siostrzenica cioteczna?). Kuzynecznica owa jest jak na swój wiek nader rezolutna, a oprócz tego całkiem nieźle radzi sobie z mówieniem po …

Read More »

Chakierzy, wszędzie chakierzy

Wczoraj dostałem pilną wiadomość od mojego dostawcy hostingu (czyli OVH.pl), że mieli włam do systemu, i że dane klientów (włączając zaszyfrowane hasło) mogły zostać wykradzione, i że zalecają niezwłoczną zmianę hasła.

Read More »

Pchełki VBA, odcinek 19: czytamy z pliku

Nie jestem osobnikiem zbyt wścibskim i nigdy tak naprawdę nie byłem w stanie zrozumieć szaleństwa programów typu „Big Brother”, w których podglądactwo z wstydliwej czynności zostało wzniesione na piedestał i okazało się Sztuką (przez wielkie „gie” co prawda, ale jednak sztuka to sztuka).

Read More »

Prze rwa

Jeżeli któryś z moich dwóch Czytelników (ok, żarty na bok, tak naprawdę mam ich już co najmniej ze trzech) zastanawia się dlaczego od czterech dni na blogu jest cisza, śpieszę wyjaśnić, że wskutek rozmaitych wydarzeń przez ostatnie cztery dni spałem łącznie może ze dwanaście godzin, a może nawet i nie. …

Read More »

W sieci czytników

Jakiś czas temu pisałem o czytnikach RSS, i o tym, że Google Reader zwija żagle. Od tamtej pory przetestowałem kilka czytników RSS (w chmurze) i wybrałem zwycięzcę.

Read More »

Rzępolada

W wieku około ośmiu lat zostałem wysłany do ogniska muzycznego, na lekcje nauki gry na pianinie. Wytrwałem tam jakieś trzy lata. Do dziś umiem z pamięci zagrać kilka prostych utworów, a jak dostanę zapis nutowy, potrafię go rozszyfrować – ale nie tak „z marszu”, tylko dźwięk po dźwięku, po kawałeczku.

Read More »

Konichiwa

„Konichiwa” (wym: koni-cziwu-a albo koni-cziuła) po japońsku oznacza „dzień dobry”, a konkretnie „dobre popołudnie”. Nie bez kozery pozostaje fakt, że pierwsze dwie sylaby brzmią po polsku dość końsko – takie też bowiem było nasze niedawne sobotnie popołudnie.

Read More »

Wielki Brat czuwa

Od czasu do czasu zaglądam sobie w statystyki odwiedzających bloga. Poza oczywistymi danymi, które zbieram, takimi jak adres, numer telefonu, historia przeglądarki, płeć, wiek, kolor skóry oraz dane konta bankowego, lubię czasem pogmerać w tekstach, których wyszukiwanie w Google (czy innym Bingu) skierowało poszukującego na mój ugór.

Read More »